Zdjęcia Kohelet mówi: - lepiej pójść do domu żałoby niż do domu uczty. Brzmi ciężko. Jak zdanie, którego nie chce się słuchać przy kawie. A on w gruncie rzeczy mówi coś bardzo prostego. Że czasem dobrze jest przestać się rozpraszać, bo są momenty, kiedy warto zobaczyć życie takim, jakie jest; nie poprawione, czy podkręcone. Dom żałoby to nie jest miejsce, które mamy wybierać zamiast radości. To jest miejsce, które przypomina, że nic nie trwa wiecznie. I kiedy się o tym pamięta, łatwiej jest nie marnować tego, co się ma. W domu uczty łatwo zapomnieć. Odkłada się sprawy na później. Myśli się, że jeszcze zdążymy: - porozmawiać, - przeprosić, - być bliżej. A potem nagle okazuje się, że czegoś już nie da się nadrobić. Kohelet nie straszy. On raczej mówi spokojnie: - zobacz, co naprawdę się liczy. I to może być pocieszające. Bo skoro życie jest kruche, to nie trzeba go przeżywać perfekcyjnie. Wystarczy uczciwie. Z empatią. Trochę uważniej. Z większą czułością dla siebie i innych. Ten werset nie zabiera radości. On ją porządkuje. Jak rozmowa przy stole, po której wstajesz i wiesz, że dziś warto zadzwonić do kogoś, albo powiedzieć jedno zdanie, które odkładałeś zbyt długo.