Kiedy Paweł pisał do Koryntian, nie miał na myśli programu lojalnościowego w aplikacji bankowej ani karty „premium łaska+”. Mówił do ludzi żyjących w mieście portowym, pełnym pieniędzy, ambicji i religijnego miszmaszu. Korynt był jak współczesna metropolia: trochę Dubaj, trochę Warszawa w godzinach szczytu, albo Instagram w sobotni wieczór. A w sam środek tego wszystkiego Paweł wrzuca zdanie: „Bóg też jest w stanie udzielić wam obficie wszelkiej łaski, abyście zawsze we wszystkim mieli dostatek i coraz częściej brali udział w każdym dobrym dziele.” 2 Koryntian 9:8 To zdanie pada w bardzo konkretnym kontekście; zbiórki pieniędzy dla ubogich w Jerozolimie. Nie chodzi o metafizyczną mgłę ani o motywacyjny cytat na kubku, tylko o realne pieniądze, hojność, realnych głodnych ludzi. Greckie słowo, które Paweł tu używa na „łaskę” - charis, oznacza dar, życzliwość, coś niezasłużonego. Ale to samo słowo pojawia się w kontekście ofiarności. Jakby mówił: to, co dostajecie od Boga, ma w sobie wbudowany ruch. Łaska nie jest meblem tylko energią. „Obficie” - perisseusai. Nadmiar. Przelewa się. Coś, co się nie mieści w granicach czysto prywatnej konsumpcji. Paweł nie mówi: Bóg da wam tyle, żebyście byli spokojni. Mówi: A Bóg może sprawić, że będzie w was nadmiar, ale ten nadmiar ma cel. I tu pojawia się słowo „dostatek” - autarkeia. Samowystarczalność. To słowo było modne u stoików. Oznaczało wewnętrzną niezależność od okoliczności. Paweł jakby przejmuje to pojęcie i chrystianizuje je: - prawdziwa wystarczalność nie polega na tym, że masz wszystko pod kontrolą ale na tym, że wiesz, że wystarczy. Współczesny człowiek żyje w stanie permanentnego niedoboru. Nawet jeśli ma trzy subskrypcje streamingowe, leasing na samochód i ekspres do kawy, który mówi do niego po włosku. Niedobór uwagi, - uznania, - czułości, niedobór… niedobór… A Paweł mówi: możecie mieć „zawsze we wszystkim dostatek”. To brzmi jak prowokacja. Bo jak to, zawsze? We wszystkim? Może nie chodzi o to, że zawsze będzie łatwo. Może chodzi o to, że Bóg daje taki rodzaj łaski, który nie wyczerpuje się wraz z inflacją, zmianą rządu ani z czyjąś zdradą. I teraz najważniejsze: „abyście (…) coraz częściej brali udział w każdym dobrym dziele”. To zdanie rozwala nasz model duchowości. Bo celem łaski nie jest komfort, ale… udział. W czymś dobrym. Takim, co wykracza poza naszą wygodę i naszą narrację o sobie. Łaska nie jest kołdrą elektryczną, tylko zaproszeniem do ruchu. W świecie, w którym „dobro” często ogranicza się do kliknięcia serduszka pod czyimś dramatem, Paweł mówi o realnym uczestnictwie. O wejściu w czyjąś biedę, podzieleniu się sobą; oddaniu części tego, co mogłoby zostać u nas. I tu pojawia się napięcie. - Bo jeśli Bóg daje obficie, to dlaczego wciąż czujemy lęk przed brakiem? Może dlatego, że nie wierzymy w źródło. Ufamy bardziej bankom niż Słowu. Rezerwom niż relacji. Ten werset nie obiecuje, że staniesz się bogaty, ale że Bóg jest w stanie tak cię wyposażyć, abyś nie musiał żyć w mentalności oblężonej twierdzy. To jest rewolucja. Bo człowiek oblężony nie daje. On się broni. Gromadzi. Podejrzewa. Człowiek, który wierzy, że ma dostatek od Boga, zaczyna żyć inaczej. Nie dlatego, że jest naiwny ale, że przestaje być zakładnikiem strachu. I może właśnie w tym sensie ten werset jest dziś bardziej aktualny niż kiedykolwiek. Nie jako mem, ale pytanie: - czy to co dostaję płynie dalej, czy zostaje tylko dla mnie?