Każdy z nas jest ogrodnikiem. Nie z wyboru, z natury. Od chwili, gdy się budzimy, podlewamy coś w sobie: - strach, - żal, - nadzieję, albo… miłość. Nawet jeśli twierdzimy, że nie mamy już siły, i tak podlewamy… zmęczeniem. Bóg stworzył świat urządzając ogród. To znaczy: uczynił życie zależnym od troski. W Księdze Rodzaju pierwsze ludzkie zadanie nie było heroiczne. Nie polegało na walce ani modlitwie. Brzmiało: - uprawiaj i doglądaj ogrodu. Czyli: - zwracaj uwagę. Bo tam, gdzie kierujesz uwagę, kierujesz też życie. Psychologia zna to pod nazwą efektu torowania. Myśli, które powtarzasz, torują ścieżki w twoim mózgu jak strumień drążący kamień. Z czasem zaczynasz myśleć tym samym korytem nawet, jeśli prowadzi w bagno. Dlatego lęk potrafi być tak przekonujący: ma w nas swoje autostrady. A miłość często musi się przebijać przez krzaki, jak zapomniana ścieżka do domu. Wielcy pisarze wiedzieli to bez neuronauk. Tolstoj w „Zmartwychwstaniu” pokazuje człowieka, który przez lata podlewał pychę, aż utonął w niej jak w zbyt gęstej zupie. Dopiero gdy zaczął podlewać skruchę, odkrył, że można żyć inaczej. Prust podlewał pamięć, aż z niej wyrósł ogród wspomnień tak gęsty, że zaczął pachnieć wiecznością. A Dostojewski, ten podlewał cierpienie, dopóki nie zakwitło w nim współczucie. Miłość i lęk nie mogą rosnąć w tym samym słońcu. Jedno zawsze zasłoni drugie. Nie dlatego, że są wrogami, ale dlatego, że korzeń jest ten sam: - pragnienie ocalenia. Człowiek podlewa lęk, gdy boi się coś stracić. Podlewa miłość, gdy ufa, że wystarczy dać. W Ewangelii według Mateusza Jezus mówi: „Nie troszczcie się o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie.” To nie wezwanie do beztroski. To instrukcja pielęgnacji duszy. Nie można podlewać wszystkiego naraz. Trzeba wybrać, które doniczki zasługują dziś na wodę; te z ziołami czy z chwastami? Być może sens duchowego dojrzewania polega właśnie na tym, by pewnego dnia wziąć konewkę i powiedzieć: - Dobrze. Dziś podlewam tylko miłość. Nie dlatego, że inne rośliny nie istnieją ale dlatego, że nie muszą już mną rządzić. Bo to, na czym się skupiasz, rzeczywiście rośnie. I jeśli codziennie podlewasz wdzięczność, to nawet kamienie w twoim ogrodzie zaczną kwitnąć. A jeśli podlewasz żal, nawet kwiaty zamienią się w ciernie. Może i ta metafora brzmi jak bajka, ale to działa jak fizyka. Bo człowiek to maszyna do skupienia: - przyciąga to, o czym myśli. Bóg to wiedział. Dlatego dał nam wolność. Nie po to, by robić, co chcemy, ale by wybierać to, co chcemy aby zakwitło. Mam wybór. Masz wybór. Możemy otworzyć się na łaskę i spokój, i miłość. W wolności.