Każdy kogo znam, ma swoją małą kolekcję zmartwień, jakby to były magnesy na lodówce, które przypominają o tym, że życie to niekończąca się lista spraw do załatwienia. Martwimy się, że nie starczy nam pieniędzy. Że dzieci pójdą złą drogą. Że świat zwariował, politycy zwariowali, a lodówka znów dziwnie buczy. I w tym całym hałasie modlimy się, ale jakoś tak przez zęby, bardziej z przyzwyczajenia niż z przekonania. A przecież, jak pisze Mateusz (pewnie, że to parafraza): - Bóg karmi ptaki, choć one nie mają kont bankowych ani planu emerytalnego. To zdanie zawsze mnie rozczula i trochę zawstydza. Bo kiedy ostatni raz odetchnąłem z takim spokojem jak wróbel na parapecie? Kiedy zaufałem, że wszystko może być dobrze, nawet jeśli dziś jest po prostu byle jak? Nasz umysł to fabryka katastrof, która działa na trzy zmiany. Bo człowiek lubi się martwić, to daje mu poczucie kontroli. Jakby samo przewidywanie najgorszego mogło odwrócić los. Ale Bóg nie jest algorytmem od katastrof. On nie mówi: „Masz rację, źle się stanie, bo tego się spodziewałeś”. On raczej mówi: „Spokojnie, dziecko. Ja to ogarniam”. W świecie, gdzie wszystko mierzy się efektem, spokój ducha wydaje się luksusem. A przecież Jezus nie miał luksusów. Miał tylko miłość, kurz pod stopami i pewność, że Ojciec wie, co robi. To brzmi prosto. Tak prosto, że aż obraźliwie dla współczesnego człowieka z telefonem i pięcioma kalendarzami. Dobroć to najtrudniejsza forma odwagi. Może tak samo jest z ufnością, nie wymaga ona spektakularnej wiary, tylko decyzji: dziś nie będę panikować. Dziś zaufam, choć nie mam żadnych dowodów. Czasem wystarczy zrobić komuś herbatę. Albo zadzwonić do kogoś, kto się martwi bardziej niż ty. Albo, po prostu zanieść coś ubogiej wdowie i zapomnieć o sobie na chwilę. Bo właśnie wtedy, paradoksalnie, dzieje się coś boskiego: martwienie się przestaje mieć sens. Może więc zaufanie Bogu nie polega na wielkich uniesieniach, ale na drobiazgach, w których pozwalamy, by On zrobił za nas to, czego my i tak nie potrafimy. A jeśli już naprawdę musimy się martwić, to niech to będzie o to, czy potrafimy jeszcze wierzyć tak zwyczajnie, jak ptak, który nie ma pojęcia, gdzie jutro znajdzie okruch ale wie, że znajdzie. *** Dziś rano zalałem herbatę wrzątkiem i zapomniałem o niej na dwadzieścia minut. Kiedy wreszcie ją spróbowałem, była gorzka jak rachunek za prąd, ale w jakiś dziwny sposób… dobra. Radio w tle gadało coś o kryzysie i końcu świata z przegrzania klimatu, jakby to była zwykła prognoza pogody. I wtedy pomyślałem: może właśnie tak działa łaska. Nie wtedy, gdy wszystko jest w porządku, tylko wtedy, gdy herbata stygnie, w telewizji cię straszą a ty nagle czujesz, że mimo wszystko jest dobrze. Nie idealnie. Nie bezpiecznie. Po prostu… dobrze. *** Na parapecie usiadł wróbel. Spojrzał na mnie jak ktoś, kto wszystko wie i niczego nie potrzebuje. A ja, człowiek z kontem, planem, listą obowiązków i niekończącą się potrzebą przewidywania, pomyślałem: - może Bóg właśnie dlatego dał nam ptaki… - żebyśmy nie zapomnieli, jak wygląda wolność od zmartwień? *** „Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichrzów, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one? Kto z was, martwiąc się, może choćby o jeden łokieć przedłużyć swoje życie?” Mt 6,26- 27 To jedno z najczulszych i najbardziej ludzkich zdań Ewangelii. Bóg przypomina, że troska o jutro nie czyni nas silniejszymi, a ufność nie jest naiwnością, tylko dowodem wiary. *** ~ z inspiracji tekstem „Nie martw się” autorstwa Alvina Masta ***
Każdy kogo znam, ma swoją małą kolekcję…
Każdy kogo znam, ma swoją małą kolekcję zmartwień, jakby to były magnesy na lodówce, które przypominają o tym, że życie to niekończąca się lista spraw do załatwienia. Martwimy się, że nie starczy nam pieniędzy. Że…

Komentarze
Nie ma jeszcze opublikowanych komentarzy.
Chcesz dołączyć do rozmowy? Zaloguj się lub załóż konto.