Każde pokolenie musi mieć swojego wroga. Kiedyś winny był szatan, potem komuniści, potem telewizja, Kościół a może i Bóg. Dziś winni są rodzice. „Toksyczni”, „chłodni emocjonalnie, „nadopiekuńczy”, „nieobecni”. Psychoterapia, a przynajmniej jej uproszczona, instagramowa wersja, lubi mieć jasne odpowiedzi na trudne pytania. A nic nie brzmi jaśniej niż zdanie: „Twoje życie nie wyszło, bo rodzice spartolili robotę.” To wygodne. To emocjonalnie soczyste. I to, niestety, bardzo niebezpieczne. *** W mediach coraz częściej mówi się o epidemii zerwanych więzi rodzinnych. Nie dlatego, że rodzice nagle stali się bardziej okrutni, ale dlatego, że moda terapeutyczna podsunęła proste rozwiązanie: „Odetnij się, jeśli boli”. Vivian King, autorka książki Forget Them Kids: Challenging the One-Sided Narrative of the Estrangement Epidemic and the Biased Therapy Trends That Fuel It, pisze wprost: “Kiedy 27-letni terapeuta mówi twojemu dziecku, że ‘chronienie swojego spokoju’ oznacza odcięcie się od matki, tak naprawdę mówi: twoja wygoda jest ważniejsza niż twój charakter.” To zdanie wali jak młot. Bo pokazuje, że czasem psychoterapia zamiast uczyć pacjenta mierzenia się z trudnymi emocjami - podaje mu nożyczki do przecięcia więzi, jakby to była gumka recepturka, a nie żywe tkanki. Co się za tym kryje? - Ucieczka od głębszej pracy Łatwiej powiedzieć „to wina mamy” niż wejść w złożoność teraźniejszości. Beverly Amsel, terapeutka i badaczka, podkreśla: „Obwinianie rodziców za swoje trudności trzyma wciąż w gniewie, lęku i depresji i uniemożliwia myślenie o tym, co można zrobić, by zmienić swoje życie.” - Pop-psychologia online Instagram, TikTok, podcasty. Każdy ma diagnozę w kieszeni. Słowa jak „toksyczni rodzice” czy „gaslighting” działają jak kapsułki. Połykasz i masz prostą odpowiedź. Tylko że odpowiedź prosta najczęściej jest fałszywa. - Niedoświadczeni terapeuci Rosnąca liczba coachów, influencerów i terapeutów „po kursie online” powoduje, że łatwo trafić na kogoś, kto raczej przerzuca własne przeżycia na pacjenta niż naprawdę go słucha. Glenys Parry, profesor psychologii klinicznej, ostrzegała: „Terapia może pomóc, ale też zaszkodzić, jeśli terapeuta działa ponad swoje kompetencje, nie ocenia oczekiwań pacjenta ani ryzyka, może pogłębić cierpienie zamiast je złagodzić.” Łatwizna w psychoterapii to nie tylko intelektualne lenistwo. To zabieranie pacjentowi narzędzi do wzrostu. Bo jeśli wszystko, co złe, zrobiła mama albo ojciec, to kto ma teraz coś zrobić dobrego? Oni? Czy jednak ja? *** Nie chodzi o to, by rodziców wybielać. Ale też nie chodzi o to, by urządzać publiczny sąd rodzinny na każdej sesji. Psychoterapia, która ma sens, jest jak balansowanie na linie. Jedna stopa stoi w przeszłości, bo tam powstały schematy. Druga w teraźniejszości, bo tu podejmujesz decyzje. Jeśli obie stopy zostaną w dzieciństwie, ugrzęźniesz w żalu. Jeśli obie w teraźniejszości, będziesz udawać, że nic cię nie ukształtowało. Dobry terapeuta nie mówi: - „Twoja matka cię skrzywdziła, odetnij się i tyle.” Dobry terapeuta mówi raczej: - „To, co robiła twoja matka, ukształtowało w tobie przekonanie, że nie zasługujesz na miłość. Widzisz, jak to działa dziś? Czy chcesz dalej wierzyć w tę starą historię, czy spróbujemy napisać nową?” To trudniejsze. Ale tylko w ten sposób pacjent może odzyskać sprawczość. Dlaczego równowaga jest kluczem? Bo bez niej powstają dwa potworki: - psychoanalityczne bagno. Latami analizujesz dzieciństwo i nic z tego nie wynika, - pop-psychologiczny fast food: trzy sesje i recepta: „zerwij kontakt i kup świece zapachowe”. Równowaga to umiejętność powiedzenia: „Twoja przeszłość jest twoim początkiem, ale nie twoim końcem.” Dostajesz w spadku stary dom. Krzywe ściany, cieknący dach. Możesz do końca życia opowiadać, że to dziadek spieprzył budowę. Albo możesz wziąć młotek, gwoździe, wezwać fachowca. Nie będzie idealnie. Ale będzie twoje. *** Czy twój terapeuta powinien się leczyć? (Czyli… wybieraj mądrze) To pytanie brzmi jak żart. Ale nie jest. Bo terapeuta to nie prorok z pustyni ani superbohater w marynarce. To człowiek, który sam ma swoją matkę, ojca, rozwód, długi, bezsenne noce. Klucz polega na tym, żeby wiedział, gdzie kończą się jego demony, a zaczyna twoja historia. Zły terapeuta projektuje. Przypisuje ci swoje traumy. Dobry terapeuta odkłada własny ból na półkę, na godzinę, dwie, by zrobić dla ciebie miejsce. Dlatego wybór terapeuty jest jak wybór chirurga. Nie idziesz pod nóż do kogoś, kto mdleje na widok krwi. Tak samo nie idziesz na terapię do kogoś, kto nigdy nie zajrzał we własne rany. Może więc najważniejsze pytanie nie brzmi: „Czy to moi rodzice mnie skrzywdzili?” ani nawet: „Czy mogę jeszcze coś zmienić?” Może brzmi: „Czy ten człowiek naprzeciwko mnie ma odwagę zmierzyć się ze sobą na tyle, by nie używać mnie jako lustra?” Bo w końcu nie chodzi o to, by naprawdę zabić drozda w sercu. Chodzi o to, żeby nauczyć się słuchać, kiedy znów zacznie śpiewać. *** Czym różni się terapia humanistyczna od holistycznej? O tym wkrótce. @[100003186500753:2048:Witold Kazimierz Augustyn] & @[61573313396311:2048:Armin Dorian Soler]
Każde pokolenie musi mieć swojego wroga.
Każde pokolenie musi mieć swojego wroga. Kiedyś winny był szatan, potem komuniści, potem telewizja, Kościół a może i Bóg. Dziś winni są rodzice. „Toksyczni”, „chłodni emocjonalnie, „nadopiekuńczy”, „nieobecni”.…

Komentarze
Nie ma jeszcze opublikowanych komentarzy.
Chcesz dołączyć do rozmowy? Zaloguj się lub załóż konto.