KARTKA Z PODRÓŻY ~ Usiadłem na schodach pod dworcem w Katowicach, jakby to była katedra. Niebo niebiesko-szare jak rozdeptany pączek. Miało być inaczej, wiadomo. Miało być prosto z Bielska do Wrocławia. Ale bywa, że pociąg się spóźni, a życie szybciej odjeżdża. Wyciągnąłem termos z kawą, metalowy kubek jak z pierwszej komunii: „Pamiątka po nadziei”. I wtedy przysiadł się on. Tomasz. Na początku nie mówił, że Tomasz. Po prostu stanął i próbował wyciągnąć kasę, choć kilka monet. Spojrzał, jakbym miał dla niego wygraną w Totka albo przynajmniej coś do palenia. Dostał jedno i drugie. - Usiądź - mówię. Usiadł, jakby to było coś, czego nie robił od dawna. - 44 lata. Zgaduj, jaki mam zawód - pyta. - Kucharz? - strzelam. - Psycholog - mówi. - Po studiach. - dwanaście lat pomagałem ludziom. - trauma, depresja, te sprawy. - Potem wypadek i jeszcze coś. - Potem pracowałem na budowie. Nie śmiałem zapytać, co poszło nie tak. Ale on sam opowiadał dalej, jakbyśmy siedzieli na kozetce. Tylko zamiast kozetki był beton. Zamiast gabinetu: schody przed dworcem. Mieszka w piwnicy. Ma kanapę, pralkę i lodówkę. 30 metrów, apartament pod ziemią. - Większe niż kawalerka - mówi z dumą. Jakby opowiadał o loftach w Berlinie. - Ale wypierdalam stąd - dodaje po chwili. - Mam metę w Rotterdamie. - Kuzyna. Tam jakoś to ogarnę. Nie pytałem, co ma zamiar ogarnąć. Może siebie. Może życie. Może tylko bilet powrotny. Podeszła kobieta. Barbara. Miała twarz jak zwiędła śliwka, ale oczy błyszczały. Powiedziała, że ma 37 lat. Patrzyłem na nią i nie wiedziałem, czy wierzyć oczom, czy uszom. Nie chciała mówić. Tylko papierosa wzięła. Zapytałem o noclegownie. Skrzywili się oboje. Jakbym pytał, czy chcą wrócić do łona, które było z betonu i cuchnęło zgnilizną. - Wszędzie szczury, wszy, grzyb, śmieci i Kościół - powiedział Tomasz. - W tej kolejności. Słucham i nie wiem, co odpowiedzieć. O jadłodajni mówią, że Niemiec prowadzi, że jeździ Audi, ma dwa domy, że robi ochłapy, że kasę ma z miasta i od Berlińczyków, (cokolwiek to znaczy). Nie jedzą tam, bo to ochłapy. Tyle wiem. Nie wiem, czy to prawda. Wiem tylko, że Tomasz poprosił o błogosławieństwo. Przeżegnał się, jakby próbował trafić w czoło, ale trochę nie dowierzał, że tam jeszcze ktoś mieszka. - Chodzę czasem do Kościoła - powiedział. - Ale tylko jak nikogo tam nie ma. Barbara już wtedy odeszła. Cicha jak popiół. Pociąg miałem za chwilę. Zostawiłem mu ostatni kawałek ciasta. Nie wiem, czy zjadł. Nie wiem, czy pojedzie do Rotterdamu. Wiem tylko, że niektóre rozmowy dzieją się po coś. I że błogosławieństwa lepiej rozdawać niż zatrzymywać. Nawet jeśli nikt nie patrzy. Nawet jeśli to tylko na schodach. W Katowicach.
KARTKA Z PODRÓŻY ~ Usiadłem na schodach…
KARTKA Z PODRÓŻY ~ Usiadłem na schodach pod dworcem w Katowicach, jakby to była katedra. Niebo niebiesko-szare jak rozdeptany pączek. Miało być inaczej, wiadomo. Miało być prosto z Bielska do Wrocławia. Ale bywa, że…

Komentarze
Nie ma jeszcze opublikowanych komentarzy.
Chcesz dołączyć do rozmowy? Zaloguj się lub załóż konto.