Jezus powiedział: - oddajcie Bogu, co Boskie, a cesarzowi, co cesarskie. Proste. Zbyt proste, byśmy nie próbowali tego popsuć. W gruncie rzeczy to był genialny skrót całego życia duchowego; równowaga między niebem a ziemią. Mówiąc po ludzku: - trwaj przy Bogu, ale płać podatki. Kochaj, ale respektuj przepisy ruchu drogowego. Módl się, ale nie parkuj na miejscu dla niepełnosprawnych. Tyle że od dwóch tysięcy lat ktoś próbuje w tym równaniu podmienić znaki. Zaczęło się od niewinnych gestów-pierścień, tron, berło, trochę purpury. Potem przyszła mania wielkości: katedry rosły, a duch służby karlał. Chrystus mówił o umywaniu nóg, Kościół o składaniu przysiąg. Jezus chodził boso po kurzu, biskupi sunęli po marmurze. Z czasem powstała dwuwładza; i nie ta, o której mówił Jezus, tylko taka, którą sami sobie wyhodowaliśmy: - Kościół w sutannie i Pan Bóg w areszcie domowym. Duchowni zaczęli administrować łaską jak urzędnicy w okienku numer siedem. A tzw. świeccy (bo trzeba było wprowadzić podział, nie tylko mentalny)? Zamiast oddać Bogu to, co Boskie, zaczęli oddawać księżom to, co z duszy najczystsze. Sądy biskupie unieważniające małżeństwa to już szczyt ironii. Czym to się różni od rozwodu, poza językiem urzędowym i większym rachunkiem? Kiedy Kościół buduje własne sądy, własne procedury, własny system prawny, zaczyna przypominać państwo w państwie. A przecież miał być jak drożdże w cieście, nie jak korporacja z logiem w kształcie krzyża. *** Dwuwładza w wersji Jezusowej była pięknym kompromisem: - żyj w świecie, ale nie należ do niego.  Wersja kościelna to już raczej przejęcie spółki przez nowego prezesa, który wchodzi i mówi: - A od dziś Bóg pracuje dla nas. Niektórzy powiedzą: przesada. Ale jeśli Jezus miałby dziś coś do powiedzenia na temat tej dwuwładzy, prawdopodobnie nie przemawiałby z ambony, tylko usiadłby gdzieś na ławce w parku i powiedziałby cicho: - Nie komplikujcie. - Ja chciałem prostoty. Bo może właśnie w tym tkwi problem; że wszyscy chcemy mieć Boga po swojej stronie, a kto chce stanąć po stronie Boga? *** Oddam więc Bogu, co Boskie. Ale… nie oddam nikomu prawa do decydowania, co to dla mnie znaczy. *** Ewangelia wg św. Mateusza 22,15- 22 (BT) „Wtedy faryzeusze odeszli i naradzali się, jakby podchwycić Jezusa w mowie. Posłali więc do Niego swych uczniów razem ze zwolennikami Heroda, aby Mu powiedzieli: „Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i drogi Bożej naprawdę nauczasz, na nikim Ci też nie zależy, bo nie oglądasz się na osobę ludzką. Powiedz nam więc, jak Ci się zdaje: - Czy wolno płacić podatek cesarzowi, czy nie?” Jezus przejrzał ich przewrotność i rzekł: „Czemu Mnie wystawiacie na próbę, obłudnicy? Pokażcie Mi monetę podatkową!” Przynieśli Mu denara. On ich zapytał: „Czyj jest ten obraz i napis?” Odpowiedzieli: „Cezara”. Wówczas rzekł do nich: „Oddajcie więc cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga.” Gdy to usłyszeli, zdumieli się, zostawili Go i odeszli.” *** Ewangelia wg św. Jana 2,13-16 (BT) Zbliżała się pora Paschy żydowskiej i Jezus udał się do Jerozolimy. W świątyni zastał sprzedających woły, baranki i gołębie oraz siedzących za stołami bankierów. Wówczas sporządziwszy sobie bicz ze sznurków, powypędzał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły; powywracał stoły bankierów i porozrzucał ich pieniądze, a do sprzedawców gołębi rzekł: „Zabierzcie to stąd, a z domu mego Ojca nie róbcie targowiska!”
Jezus powiedział: - oddajcie Bogu, co Boskie,…
Jezus powiedział: - oddajcie Bogu, co Boskie, a cesarzowi, co cesarskie. Proste. Zbyt proste, byśmy nie próbowali tego popsuć. W gruncie rzeczy to był genialny skrót całego życia duchowego; równowaga między niebem a…

Komentarze
Nie ma jeszcze opublikowanych komentarzy.
Chcesz dołączyć do rozmowy? Zaloguj się lub załóż konto.