Jesteśmy sobie nawzajem potrzebni do szczęścia. Nie tylko do pomocy przy przeprowadzce, do zawiezienia na lotnisko czy do podlania paprotki. Potrzebni do szczęścia, czyli do tej rzeczy najrzadszej, najdelikatniejszej, która przychodzi, kiedy już nie walczysz, że nie potrzebujesz nikogo. To jak z kubkiem ciepłej herbaty, który ktoś podał ci wtedy, gdy sam nie wiedziałeś, że ci zimno. Albo ze zdaniem: „Wiem, że nie masz siły mówić – ale jestem”. Czasem to zdanie ratuje bardziej niż defibrylator. Bo możemy być sprawni, zaradni, kompetentni i samodzielni - ale w środku jest ta część, która krzyczy, gdy nikt nie patrzy: „Zostań ze mną. Zrób jajecznicę i posiedź.” Psychologia mówi: człowiek nie może się rozwijać w samotności. Można w niej przeżyć, ale nie dojrzewać. Potrzebujemy odbicia siebie w drugim - żeby zobaczyć swoje dobro, swoją złość, swoje poranienia. Potrzebujemy drugiego człowieka, który nie wejdzie do naszego serca z brudnymi butami, ale rozbierze się i usiądzie na progu. I o tym mówi Biblia, od samego początku: - nie „twórz imperium”, ale „kochaj bliźniego”. Nie „bądź doskonały”, ale „bądź ze Mną i z nimi”. Jezus - Syn Boga, ten najpełniejszy - nie poszedł w samotność guru. Wziął przyjaciół. Wyszedł na rynek, dotykał trędowatych, jadł z wykluczonymi. I wziął krzyż - nie tylko z miłości do Ojca, ale z miłości do ludzi. Do ciebie. Do mnie. Bo wie, jak boli bycie samemu. Znam pewnego mężczyznę, który po rozwodzie mówił, że „już nie potrzebuje nikogo”. Spał na kanapie z poduszką w objęciach i dwiema lampkami zapalonymi w kuchni, żeby było „jak dawniej”. Znam kobietę, która przez lata nie pozwalała nikomu się zbliżyć. Mówiła: „radzę sobie”. Aż raz, po pogrzebie ojca, wróciła do pustego domu, przytuliła się do ściany i zasnęła. Wreszcie. Znam siebie - i nie boję się powiedzieć: - nie potrafię być sam i to nie jest mój defekt. Bo my wszyscy potrzebujemy się nawzajem. Nie jak połówki jabłka - bo nie jesteśmy brakami. Ale jak światła na drodze, która bez innych staje się nieprzejezdna. I wiesz co? To nie jest słabość. To nie jest uzależnienie. To jest łaska. Że ktoś przy tobie zostaje. Albo że ty zostajesz, choć nie musisz. Więc jeśli dziś czujesz się samotny - może to nie koniec, ale początek czegoś prawdziwego. Może to właśnie moment, by powiedzieć: „Już się nie wstydzę, że chcę być blisko. Że nie chcę żyć sam.” A jeśli masz kogoś - powiedz mu. Nie jutro. Teraz. Bo szczęście to nie wielki gest. To obecność. *** Jesteśmy sobie nawzajem potrzebni do szczęścia. Nie tylko po to, by przeżyć. Ale po to, by nasze serca nie zamarzły. A zamarzają szybciej, niż myślisz. Ale… rozmarzają - natychmiast - przy czyimś „jestem”. *** Boże, nie chcę być patetyczny, ale samotność to niebezpieczny narkotyk. Działa powoli. Najpierw myślisz, że masz święty spokój. Potem święty spokój przestaje być święty. A potem… zapominasz, jak to było - być dla kogoś potrzebnym. Nie chodzi mi o wielką miłość, różę w zębach i serenady. Chodzi o to, żeby mój kubek herbaty stał obok czyjegoś. Żeby ktoś wiedział, że dzisiaj milczę nie dlatego, że wszystko gra, tylko dlatego, że coś się we mnie rozjeżdża jak tramwaj o poranku - za szybko, bez hamulców. Bo Ty, Boże, stworzyłeś nas tak, że potrzebujemy drugiego człowieka, jak płuca powietrza. Jak noc ciszy. Jak serce - drugiego serca, żeby wiedzieć, że bije nie tylko dla siebie. Ja wiem. Wiem, że to nie nowość. W Biblii mówiłeś: „Nie jest dobrze, żeby człowiek był sam.”Ale czasem myślę, że nie tyle nie jest dobrze, co nie da się tak żyć. Ciało niby się porusza, ale dusza - jakby w formalinie. Boże… chciałem być niezależny. Chciałem sobie radzić. Chciałem udawać, że wystarczam sam sobie. Ale już wiem - nie wystarczam. I może w tym jest właśnie zbawienie: że człowiek, zamiast być mocny i sam, nagle wyciąga rękę. I mówi: „Zostań.” I drugi człowiek - zostaje. Jeśli możesz, poślij mi takiego człowieka. Albo pozwól mi nim być. Dla kogoś, kto też się uczy mówić „potrzebuję cię” bez drżenia w głosie. Dziękuję, że mnie stworzyłeś niekompletnym. Bo to właśnie dzięki tej pustce mogę w końcu otworzyć się na Ciebie. I na drugiego człowieka. I na szczęście, które przychodzi z kimś, nie obok kogoś. Amen. P.S. I dziękuję za nadzieję.
Potrzebujemy siebie nawzajem
Jesteśmy sobie nawzajem potrzebni do szczęścia. Nie tylko do pomocy przy przeprowadzce, do zawiezienia na lotnisko czy do podlania paprotki. Potrzebni do szczęścia, czyli do tej rzeczy najrzadszej, najdelikatniejszej,…

Komentarze
Nie ma jeszcze opublikowanych komentarzy.
Chcesz dołączyć do rozmowy? Zaloguj się lub załóż konto.