Jest w tym pytaniu coś niepokojącego, prawda?; Nie: czy Bóg mnie kocha, tylko: - czy moje życie sprawia Mu radość? Nie: czy jestem wystarczający, ale: - czy w ogóle jestem zwrócony w Jego stronę? Pismo nie zostawia nas w tej niepewności. Mówi rzecz radykalną, niemal niewygodną: zostałeś stworzony z upodobania. Nie z konieczności. Nie z braku lepszych opcji. Z radości tworzenia. A skoro tak, to całe życie staje się odpowiedzią na dar, który był pierwszy. To zmienia perspektywę. Nie żyjesz, by coś Bogu udowodnić. - Żyjesz, bo On już powiedział „tak”. Dlatego autor List do Hebrajczyków nie zaczyna od moralnego instruktażu. Zaczyna od serca. Mówi, że pierwszą ofiarą, jaką składasz, nie są czyny, nie są sukcesy, nie są nawet poprawne wybory. *** Pierwszą ofiarą jest uwielbienie. Oddanie Bogu spojrzenia, w którym przestajesz być centrum. Uwielbienie to nie piosenka. Piosenka może sobie zaśpiewać albo nie. Uwielbienie to decyzja, że twoje życie nie krąży już wokół twojego lęku, twojej krzywdy, twojej listy pretensji. To powolne, czasem bolesne przestawianie osi istnienia: z „ja” na „Ty”. I właśnie wtedy, gdy człowiek zaczyna patrzeć na Boga, wydarza się coś drugiego. Niezauważalnego, ale nieodwracalnego. Pojawia się drugi ruch, o którym mówi autor: - miłość do ludzi. Nie jako projekt etyczny. Jako skutek uboczny bliskości z Bogiem. Bo jeśli naprawdę zobaczyłeś, jak bardzo zostałeś umiłowany, trudniej jest przejść obojętnie obok cudzego życia. Trudniej zamknąć drzwi. Trudniej usprawiedliwić obojętność. Miłość Boga zaczyna… przeciekać… jak światło spod drzwi, których nie da się już szczelnie domknąć. Dlatego dobro wobec innych nie jest dodatkiem do wiary. Jest jej testem. Nie po to, byś się sprawdzał. Po to, byś zobaczył, czy naprawdę żyjesz ze Źródła. Jezus ujmuje to bez teologicznych ozdobników. W Ewangelia Mateusza mówi wprost: - kochaj Boga i kochaj ludzi. I nie zostawia przestrzeni na separację tych dwóch rzeczy. Jedno bez drugiego jest iluzją. Pobożność bez miłości jest teatrzykiem. Miłość bez Boga szybko się wypala albo zamienia w moralne zmęczenie. I tu pojawia się pytanie, którego nie da się obejść sprytem: - czy twoja codzienność jest zwrócona ku Bogu, czy tylko od Niego zapożyczona? - Czy modlitwa jest dialogiem, czy listą rzeczy do załatwienia? - Czy Słowo jest miejscem spotkania, czy tylko przepychanką? Bo jeśli nie uczysz się najpierw miłować Boga realnie, w ciszy, w słowie, w obecności, to prędzej czy później zabraknie ci sił, by kochać ludzi. Zostanie poprawność. Zostanie przyzwoitość. Ale zabraknie życia. Ofiara uwielbienia nie polega na tym, że dajesz Bogu coś z siebie. Polega na tym, że pozwalasz Mu być Bogiem w tobie. A wtedy, niemal mimochodem, twoje życie zaczyna sprawiać Mu radość. Tak czy nie? *** „Nie zaniedbujcie też dobroczynności i wzajemnej pomocy, gdyż takie ofiary podobają się Bogu.” ‭‭Hebrajczyków‬ ‭13‬:‭16‬ ‭SNP‬‬