Jest takie słowo, które mówi cicho, ale kiedy się odezwie, już nic nie słychać. Słowo „kompleks”. Nie szura butami, nie trzaska drzwiami. Wchodzi bez dzwonka. Czasem siedzi w kącie naszego dzieciństwa. Czasem kładzie się do łóżka razem z nami i szepcze: „nie zasługujesz”. Innym razem krzyczy: „udowodnij coś, bo jesteś nikim”. A my, biedni akrobaci emocji, przez całe życie budujemy mosty nad tą jedną, cholerną dziurą. *** Psychologowie, ci z dobrą wolą i cierpliwością, powiedzą ci, że kompleks to nieświadomy zestaw emocji i wspomnień związanych z jakimś doświadczeniem, które tak bardzo bolało, że umysł schował je w szafie, zakleił taśmą i napisał na niej: „Nie otwierać. Nigdy”. Ale umysł to kiepski archiwista. Kompleksy przeciekają przez codzienność jak zgrzyt piasku w zębach. To dlatego dorośli mężczyźni płaczą, gdy ich żona powie coś błachego. Dlatego kobiety zapracowują się na śmierć, bo kiedyś ktoś zasiał w nich ziarno: jesteś tylko ładna. Dlatego synowie nie odbierają telefonów od ojców. Dlatego córki wybierają chłopców, którzy ich nie kochają. To nie logika. To kompleks. Jak kot, który drapie drzwi wewnątrz nas, aż otworzymy. *** Biblia nie zna pojęcia „kompleksu” - nie musiała. Ona znała coś głębszego: wstyd, odrzucenie, pychę podszytą lękiem. Adam schowany w krzakach to nie tylko historia o nieposłuszeństwie. To obraz człowieka, który nie potrafi już patrzeć w oczy Bogu, ani sobie. Mojżesz, jąkający się przy krzaku gorejącym: Panie, nie umiem mówić. Gedeon, najmłodszy z najmniejszych: Nie dam rady. Piotr, który zaparł się z lęku, i Paweł, który zabijał z przekonania - obaj zostali świętymi, mimo że nosili w sobie ciężary większe niż ich imiona. Bóg w Biblii nie wybiera tych, którzy są gotowi. Wybiera tych, którzy się boją - i czyni ich gotowymi. Tu kompleks to nie przeszkoda - to brama. *** Dobra literatura nigdy nie pisze: „bohater miał kompleks”. Ale między wierszami słychać to wyraźniej niż krzyk. Anna Karenina kocha, ale przecież nie o miłość chodzi, tylko o to, by ktoś wreszcie powiedział: - jesteś ważna. Raskolnikow zabija nie dla idei, tylko dlatego, że przegrał własną wiarę w siebie. Heathcliff nie jest potworem - on tylko chciał przynależeć. Kompleks to cichy reżyser tragedii. Nie widzisz go na scenie, ale on trzyma reflektor. Każe bohaterowi skręcić w stronę zguby, bo nie wierzy, że zasługuje na światło. *** A dzisiaj? Mamy kompleksy w zestawie startowym: - porównywanie się, - niedomknięte relacje, - nadmiar wymagań, - ojciec, który nie mówił „kocham cię”, - matka, która była zmęczona miłością, - społeczeństwo, które mówi: „bądź kimś”, ale nie mówi kim. Ludzie noszą kompleksy jak modne kurtki. Jedni udają, że ich nie mają. Inni z nich robią zawód. Jeszcze inni, najcichsi, próbują po prostu przeżyć dzień, nie wybuchając łzami w windzie. *** Kompleks nie znika od psychologicznego zaklęcia. Nie topnieje w świetle afirmacji. Nie ginie w kościele. Ale można się z nim zaprzyjaźnić. Można usiąść z nim przy stole. Zapytać: „Skąd jesteś? Kto cię przysłał? Można przyznać: „Zrobiłem to, bo bałem się, że nie jestem wystarczający”. A wtedy coś się zmienia. Bo kompleks, który zostaje nazwany, przestaje rządzić z cienia. Staje się fragmentem twojej historii. A historia, nawet trudna, to coś, co można przekazać. Coś, co może uleczyć innych. *** Kompleks to nie grzech. To tylko echo. Ślad. Przypomnienie, że jesteśmy poranieni, ale nie przekreśleni. Bóg nie wybiera ludzi „bez bagażu”. Wybiera tych z bagażem - i uczy ich chodzić prosto, z podniesioną głową. Czasem myślisz, że twoje rany są hańbą. A to właśnie przez nie ktoś inny może odnaleźć siebie. Nie trzeba być idealnym. Trzeba być prawdziwym.