„Jeśli Bóg jest naprawdę Bogiem, to pójście za Nim jest jedynym logicznym wyborem”. Zdanie krótkie, ale uderza w człowieka tam, gdzie kończy się filozofia, a zaczyna prawda o ludzkim sercu. Logika, o której mówi Kreeft, nie ma nic wspólnego z akademickim chłodem. Jest logiką egzystencji, logiką człowieka, który dłużej nie potrafi oszukiwać samego siebie. Socjologia powie, że człowiek potrzebuje przynależności. Psychologia, że umysł nie znosi chaosu. Filozofia, że wszystko musi mieć fundament. A Biblia jednym zdaniem sprowadza te wszystkie obserwacje do rdzenia: „W Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy.” (Dz 17,28) Współczesny człowiek jednak lubi konstruować alternatywy. Tworzy sobie prowizoryczne sensy, szkielety tożsamości, modele szczęścia, które mają mu wystarczyć. Ale w momentach kryzysu, i o tym socjologia mówi bardzo ostro, ludzie szukają Boga. Instynktownie, bez planu, bez teologii. Tak, jakby w środku istniał kompas, którego nie da się zignorować. To właśnie nazywamy logiką serca. Filozofowie od stuleci mówią to samo innymi słowami. Arystoteles nazywał to Pierwszą Przyczyną. Akwinata; Niezbędnym Istnieniem. Kierkegaard; skokiem w wiarę, który jest skokiem w ostateczną prawdę o sobie. Każdy z nich twierdził, że jeśli istnieje fundament, to ignorowanie go jest irracjonalne. Kreeft tylko dopowiada: jeśli Bóg jest Bogiem, wszystko inne staje się konsekwencją. A jednak człowiek zachowuje się tak, jakby próbował ugasić pożar mokrą chusteczką. Nie dlatego, że jest głupi, lecz dlatego, że jest zmęczony. Próbował tylu rzeczy. Tyle razy zaczynał od nowa. Tyle razy udawał, że wystarczy mu to, co ma w rękach. To tak, jakbyśmy całe życie bawili się w bohaterów własnych historii, choć scena pod nogami zapada się co chwilę. Biblia opisuje tę sytuację subtelną prostotą: „Gdzie jest twój skarb - tam będzie i serce.” (Mt 6,21) I nagle człowiek zaczyna rozumieć. Że wszystkie jego skarby były za małe. Że wszystkie jego próby były za krótkie. Że wszystkie jego oparcia były tymczasowe. A wtedy pojawia się pytanie Kreefta, nie jako dowód na istnienie Boga, ale jako propozycja ocalenia: Jeżeli Bóg jest Bogiem, to kogo innego miałbyś sensownie naśladować? Kogoś równie zagubionego? Kogoś, kto za 20 lat zapomni własnych wyborów? Kogoś, kto sam szuka światła na ślepo? Biblia z właściwą sobie prostotą odpowiada: „Pan jest moim światłem i zbawieniem; kogóż miałbym się lękać?” (Ps 27,1) I dopiero tu widać całą logikę: pójście za Bogiem nie jest decyzją religijną, ale egzystencjalną. Nie jest emocjonalnym uniesieniem, ale powrotem do miejsca, w którym przestajemy się rozpadać. Nie jest ucieczką od życia, ale wejściem wreszcie w jego prawdę. I to nie jest wybór „pomiędzy Bogiem a nie-Bogiem”. To wybór między drogą, która prowadzi a drogą, która kręci się w kółko. Bóg nie czeka, aż człowiek stanie się mądry, silny, przygotowany. Przychodzi w chwili, gdy człowiek jest blisko dna, blisko szczerości, blisko poddania się. Teologia nazywa to łaską. Socjologia, momentem przełomowym. A ja nazwę to ostatnim ratunkiem, który okazuje się pierwszym domem. I tu kończy się cała dyskusja. Bo gdy człowiek naprawdę spotyka Boga, logika Kreefta przestaje być argumentem. Staje się oczywistością. Nie udowadnianą, lecz doświadczaną. Bo jeśli Bóg jest Bogiem, to reszta wreszcie przestaje się rozsypywać. I to właśnie jest jedyny logiczny wybór.
„Jeśli Bóg jest naprawdę Bogiem, to pójście…
„Jeśli Bóg jest naprawdę Bogiem, to pójście za Nim jest jedynym logicznym wyborem”. Zdanie krótkie, ale uderza w człowieka tam, gdzie kończy się filozofia, a zaczyna prawda o ludzkim sercu. Logika, o której mówi Kreeft,…

Komentarze
Nie ma jeszcze opublikowanych komentarzy.
Chcesz dołączyć do rozmowy? Zaloguj się lub załóż konto.