„Jan rósł i umacniał się na duchu, a żył na pustkowiu.” (Łk 1,80) Dla współczesnego człowieka to zdanie brzmi niemal jak oskarżenie. Bo my żyjemy w świecie, w którym jeśli „nic się nie dzieje”, to znaczy, że coś poszło nie tak. Jeśli nie ma awansu, zmiany, relacji, przełomu, to pojawia się niepokój, a zaraz po nim wstyd. Jakby życie miało harmonogram, z którego wypadliśmy. A Biblia mówi spokojnie: - Jan rósł. Bez dowodów. Bez certyfikatów. Bez publicznego sensu. Pustkowie, o którym pisze Łukasz, coraz rzadziej jest geograficzne. Dziś to raczej wewnętrzny krajobraz. To poranki, w których wstajesz i nie bardzo wiesz po co. Relacje, które się skończyły albo nigdy się nie zaczęły. Praca, która nie daje ani dumy, ani bezpieczeństwa, tylko utrzymuje ciało w ruchu. Modlitwa, która nie odpowiada. Bóg, który milczy dokładnie tam, gdzie najbardziej liczyliśmy na słowo. I właśnie w takim miejscu Ewangelia używa słów „umacniał się”. To nie oznacza euforii ani duchowego uniesienia. Oznacza raczej powolne krzepnięcie czegoś bardzo kruchego. Jakby w człowieku, który czuje się pusty, Bóg cicho mówił: - jeszcze się nie rozsypuj. Umocnienie ducha często wygląda jak to, że człowiek wstaje kolejnego dnia. Że oddycha. Że nie robi nic heroicznego, ale też nie ucieka. Współczesne pustkowie jest pełne ludzi, którzy czują, że są „w tyle”. Że inni prawdziwie żyją, kochają, spełniają się, a oni utknęli w jakimś długim, bezimiennym fragmencie życia. I właśnie do nich to zdanie mówi najczulej: - wzrost nie zawsze jest widoczny z zewnątrz. Czasem widać go tylko po tym, że człowiek jeszcze wierzy w sens istnienia, choć nie potrafi go nazwać. Jan nie wiedział, że jest Janem Chrzcicielem. Nie chciał „zarobić” na ksywkę. Wiedział tylko, że żyje. I że pustkowie jest jego codziennością. Może zadawał sobie pytania, które dziś zadaje sobie tak wielu ludzi: - czy to wszystko? czy coś ze mnie będzie? czy Bóg się nie pomylił? Adwent nie odpowiada na te pytania wprost. Odpowiada obecnością. Mówi: - Bóg przychodzi nie tylko do tych, którzy są gotowi. Przychodzi też do tych, którzy są zmęczeni, zagubieni, opóźnieni względem własnych oczekiwań, zmagających się z presją świata. *** Współczesny człowiek często mierzy siebie przez funkcję. Przez to, czy jest potrzebny, widziany, kochany. A pustkowie odbiera te wszystkie miary. Zostaje nagi fakt istnienia. I to właśnie tam, paradoksalnie, duch może się umacniać, bo nie musi już niczego udowadniać. Jest w tym ogromna czułość Boga. On nie ciągnie człowieka siłą ku przyszłości. Pozwala mu dojrzewać w czasie, który wygląda jak zatrzymanie. Jakby mówił: nie spiesz się. ja wiem, kim jesteś, nawet jeśli ty jeszcze nie wiesz. Adwent w takim ujęciu nie jest zapowiedzią światła, które zaraz rozbłyśnie. Jest obietnicą, że noc nie jest pomyłką. Że życie, które dziś wydaje się puste, nie jest stracone. Że wzrost może odbywać się w ciszy, w przeciętności, w bólu, w braku odpowiedzi. Bo zanim człowiek stanie się głosem dla innych, musi nauczyć się słuchać własnej ciszy. I przeżyć ją. W zgodzie ze sobą. I z Nim.
„Jan rósł i umacniał się na duchu,…
„Jan rósł i umacniał się na duchu, a żył na pustkowiu.” (Łk 1,80) Dla współczesnego człowieka to zdanie brzmi niemal jak oskarżenie. Bo my żyjemy w świecie, w którym jeśli „nic się nie dzieje”, to znaczy, że coś poszło…

Komentarze
Nie ma jeszcze opublikowanych komentarzy.
Chcesz dołączyć do rozmowy? Zaloguj się lub załóż konto.