Dziś dzień św. Patryka. Misja Starokatolicka w Polsce, w której pracuję, wyrasta z tej samej intuicji, która prowadziła Patryka, z duchowości misyjnej, prostej, zakorzenionej w spotkaniu. Z przekonania, że Kościół powinien być zdolny wyjść do człowieka tam, gdzie on naprawdę żyje, a nie tam, gdzie powinien być tkwić wg schematów. Ta ciągłość nie jest dla mnie tylko ideą. Przyjąłem święcenia w sukcesji linii irlandzkiej, która wyrasta z tej samej tradycji duchowej wysp. Dlatego ten dzień nie jest dla mnie tylko wspomnieniem historycznym, tylko przypomnieniem drogi, którą idę. To też mój dzień, bo to rocznica mojej ordynacji. Myślę dziś o Patryku jak o kimś bardzo realnym. O człowieku, który nie zaczynał jako bohater. Najpierw był kimś złamanym przez życie. Kto znał lęk, samotność i poczucie bycia poza wszystkim i bez kogokolwiek. I może właśnie dlatego jego późniejsza decyzja była tak wiarygodna; nie mówił o Bogu z obrazka, tylko z miejsca, gdzie sam musiał nauczyć się ufać. Z pracy, z milczenia i czasu kiedy nie było nikogo, kto mógłby go podeprzeć, rodziła się w nim wiara pozbawiona ozdób. Bez religijnego języka i potrzeby imponowania. Tylko relacja. Taka prostota jest mi najbliższa. Im dalej jestem w tej drodze, tym bardziej widzę, że prawdziwa misja zaczyna się tam, gdzie ktoś przestaje być przypadkiem, a zaczyna być historią. Gdzie człowiek nie jest problemem do rozwiązania, tylko kimś, kogo trzeba wysłuchać; Mężczyźni po rozpadzie małżeństwa, którzy niosą w sobie nie tylko formalny status, ale przede wszystkim ciężar niespełnionych obietnic i poczucie porażki, rozwodnicy, bezdomni, porzuceni przez rodziny. Kobiety, które żyją w pojedynkę nie z wyboru, tylko dlatego, że życie potoczyło się inaczej, niż planowały. Chodzi też o ludzi wracających po latach, czasem niepewnych, czy jeszcze wolno im zapukać, czy drzwi nie zostały już zamknięte. O takich, którzy nie potrzebują najpierw odpowiedzi teologicznych, tylko znaku, że ktoś widzi w nich człowieka, nie przypadek.O każdego, kto szuka miejsca, w którym nie musi zaczynać od tłumaczenia swojej historii. Dlatego nie myślę o naszej misji w kategoriach struktur. Bardziej w kategoriach miejsca, w którym ktoś może odzyskać godność, zanim odzyska pewność. Miejsca, w którym nie trzeba udowadniać, że się na coś zasługuje. Jeżeli coś naprawdę łączy mnie dziś z tamtą duchowością wysp, to przekonanie, że Ewangelia zaczyna się od obecności. Od tego, że ktoś zostaje, zamiast oceniać i moralizowć. Że nie odwraca wzroku, gdy historia drugiego człowieka jest trudna. Patryk wrócił tam, gdzie kiedyś był bezsilny. Nie dlatego, że musiał, ale, że jego serce już nie pozwalało mu żyć obojętnie. Przeżywam to w każdy dzień. W radości i w bólu. W biegu albo na kolanach. W przytuleniu albo odepchnięciu. W szczerości albo w milczeniu. Po prostu próbuję… tak jak on. *** Święty Patryk (ok. 385-461) był Brytyjczykiem porwanym do Irlandii jako niewolnik. Po latach uciekł. Według własnego świadectwa to właśnie wtedy, w czasie samotności i pracy pasterza, dojrzewała w nim wiara. Po przygotowaniu teologicznym wrócił jako biskup i misjonarz. Nie zdobywał ludzi argumentem siły. Budował relacje. Szukał języka, który był zrozumiały dla tych, do których był posłany. Tradycja mówi, że używał koniczyny jako obrazu Trójcy, ale jego prawdziwym narzędziem była… cierpliwość. Dlatego jego postać wciąż pozostaje żywa. Jako przypomnienie, że czasem człowiek zostaje posłany właśnie tam, gdzie sam kiedyś potrzebował ratunku.
Dziś dzień św.
Dziś dzień św. Patryka. Misja Starokatolicka w Polsce, w której pracuję, wyrasta z tej samej intuicji, która prowadziła Patryka, z duchowości misyjnej, prostej, zakorzenionej w spotkaniu. Z przekonania, że Kościół…

Komentarze
Nie ma jeszcze opublikowanych komentarzy.
Chcesz dołączyć do rozmowy? Zaloguj się lub załóż konto.