Dużo się mówi o wdzięczności. Że trzeba dziękować. Że „wdzięczne serce” to klucz do wszystkiego. Że wdzięczność podnosi wibracje, przyciąga dobro, uzdrawia ciało, zmiękcza serce, wygładza zmarszczki, a nawet - według niektórych proboszczów - łata dziury w budżecie (sic!). Ale prawda jest taka, że w większości przypadków wdzięczność, jaką praktykujemy, to szybkie „dzięki” rzucone przez ramię, coś pomiędzy odbieraniem paczki z paczkomatu a zatwierdzeniem regulaminu aplikacji. Kliknij, przesuń, podziękuj, zapomnij. Bo utykamy - jak to się mówi - w epoce „wdzięcznego minimalizmu”. W świecie, w którym „Bóg zapłać” wypowiedziane z grzeczności równa się spełnionemu przykazaniu. W którym podziękowanie to uprzejmy przecinek, a nie kropka nad sensem. Albo raczej: - niezdarnie wklejony emoji. Czym więc jest prawdziwa wdzięczność? Zacznijmy od tego, czym nie jest. Wdzięczność to nie: - grzeczność. - dobry humor po kawie. - repost cytatu o „docenianiu małych rzeczy”. - tablica korkowa z listą błogosławieństw przyczepioną szpilką obok rachunku za gaz. Wdzięczność to nie gest. To nie forma. To nie dekoracja. Wdzięczność to ruch wewnętrzny. Zmiana. Otworzenie oczu i zapłakanie, że ten świat mimo wszystko jeszcze się nie zawalił. Wdzięczność to czucie pełni w braku. To wstawanie rano z myślą: nie zasłużyłem, ale jestem bo On dał mi kolejny dzień! Wdzięczność to nie „dziękuję ci za wszystko”, tylko przebaczenie temu, kto zawiódł, i zauważenie, że też był darem. Wdzięczność to także moment, kiedy łamiesz się chlebem, wiedząc, że nie każdemu dziś starczy - i czujesz, że ten chleb to cud, nie standard. Wdzięczność to umiejętność bycia świadkiem daru. Tego, że ktoś z tobą wytrzymał. Że twoje dziecko znowu się śmieje. Że dusza twojej żony nie umarła od nadmiaru twojej obojętności. Że Bóg nie zrezygnował z twojej historii. Wdzięczność to nie uczucie. To odpowiedź. Na dar. Na miłość. Na przyznane dobro (choć nie zawsze dostajemy, co chcemy). I dlatego prawdziwa wdzięczność nie kończy się na słowie, tylko zaczyna się czynem. Nie kończy się na „będę za ciebie się modlił”. Bo możesz powiedzieć „dziękuję” i dalej być nienasycony. Ale możesz możesz przyjąć dobro i naprawdę - zacząć to przekazywać a nie tylko… gadać. Prawdziwa wdzięczność wymaga rewolucji. Wymaga zmiany rozkładu dnia. Wymaga czasu dla tego, komu nie chciało ci się wcześniej poświęcać czasu. Wymaga ukłonu serca tam, gdzie wcześniej był tylko wzruszony ramionami chłód. Nie jest więc łatwa. Ale jeśli zaczniemy, może uda się z niej zrobić coś więcej niż tylko ozdobnik pod postem. Może - kto wie - zaczniemy żyć tak, jakbyśmy naprawdę wiedzieli, ile od Niego otrzymujemy każdego dnia? ~ Z wdzięcznością dla Agnieszki i Krzysztofa & Mariusza🤲