Drugi dzień Świąt ma w sobie coś z próby prawdy. Pierwszy dzień jest liturgią światła, ruchem, opowieścią. Drugi jest egzegezą milczenia. I to właśnie wtedy objawia się sens, który Biblia nazywa „trwaniem”. Ewangelia Łukasza kończy scenę narodzin zdaniem pozornie nieefektownym: „Maria zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu” (Łk 2,19). Nie ma tam euforii. Nie ma deklaracji. Jest pamięć i uważność. Zostanie przy tym, co się wydarzyło, bez natychmiastowego zrozumienia. To jedno zdanie ustawia cały drugi dzień Świąt. Biblia konsekwentnie pokazuje, że Bóg objawia się nie w momencie kulminacji, ale w tym, co następuje po niej. Po przejściu przez Morze Czerwone Izrael wchodzi na pustynię. Po zesłaniu manny przychodzi codzienność. Po cudzie zawsze jest czas, w którym trzeba wytrwać bez znaków. Dlatego drugi dzień Bożego Narodzenia nie jest dodatkiem liturgicznym. Jest testem postawy. Żłóbek w Ewangelii nie jest sceną sentymentalną. Jest znakiem braku. Braku miejsca, bezpieczeństwa, stabilności. „Nie było dla nich miejsca w gospodzie” (Łk 2,7). I ten brak nie znika drugiego dnia. On zostaje. Bóg nie poprawia warunków. Nie przenosi rodziny do lepszego lokum. Nie interweniuje organizacyjnie. To ważne teologicznie. Bóg nie przychodzi, by natychmiast zmienić okoliczności życia, ale by je zamieszkać. To intuicja, którą rozwija Prolog Ewangelii Jana: „Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas” (J 1,14). Greckie eskēnōsen oznacza dosłownie „rozbiło namiot”. Tymczasowo. Bez fundamentów. Bez gwarancji. Zostać przy żłobie oznacza zgodzić się na Boga, który nie buduje pałacu, lecz rozbija namiot w prowizorium. Dlatego drugi dzień Świąt jest bliski postaciom, które Biblia nazywa „wiernymi resztkami”. Nie tłumom, lecz tym, którzy zostają, gdy opowieść przestaje być atrakcyjna. Prorok Izajasz pisze: „W ciszy i zaufaniu będzie wasza siła” (Iz 30,15). Nie w entuzjazmie. Nie w sile narracji. W ciszy. W tym sensie drugi dzień Świąt jest dniem Szczepana, pierwszego męczennika. Kościół umieszcza jego wspomnienie właśnie tutaj nieprzypadkowo. To brutalne przypomnienie, że droga rozpoczęta w Betlejem nie prowadzi od razu do szczęścia, lecz do krzyża. Szczepan „pełen łaski i mocy” (Dz 6,8) nie doświadcza ochrony, lecz wierności aż do końca. To pokazuje, że zostać przy żłobie znaczy przyjąć chrześcijaństwo bez gwarancji komfortu. Dietrich Bonhoeffer pisał, że: „Bóg pozwala się wypchnąć ze świata na krzyż” …i że tylko taki Bóg jest wiarygodny w świecie cierpienia. To myślenie wyrasta bezpośrednio z logiki Wcielenia: Bóg nie usuwa bólu, lecz go dzieli. Dlatego drugi dzień Świąt jest dniem ludzi zmęczonych. Samotnych. Rozczarowanych. Tych, którzy nie mają już energii na „świąteczne przeżycia”. I właśnie do nich najbardziej pasują słowa Jezusa, wypowiedziane wiele lat później, ale zakorzenione już w Betlejem: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście” (Mt 11,28). Nie do radosnych. Do utrudzonych. *** Zostać przy żłobie to także zgodzić się na niezrozumienie. Maria słyszy zapowiedź Symeona: „Twoją duszę miecz przeniknie” (Łk 2,35). To dzieje się niemal natychmiast po narodzinach. Biblia nie oddziela światła od zapowiedzi cierpienia. One idą razem. Drugi dzień Świąt uczy więc wiary, która nie ucieka przed prawdą o życiu. Wiary, która nie potrzebuje nieustannego potwierdzania sensu. Wiary, która potrafi powiedzieć: - nie wiem, co dalej, ale zostaję. I być może to właśnie jest najdojrzalsza forma chrześcijaństwa. Nie emocja. Nie deklaracja. Ale obecność. Zostać, gdy inni poszli dalej. Czuwać, gdy opadły światła. Nie odchodzić, gdy sens jeszcze się nie odsłonił. Bo Bóg, który leży w żłobie, nie oczekuje zachwytu. Oczekuje, że ktoś zostanie. Ty i ja.
Drugi dzień Świąt ma w sobie coś…
Drugi dzień Świąt ma w sobie coś z próby prawdy. Pierwszy dzień jest liturgią światła, ruchem, opowieścią. Drugi jest egzegezą milczenia. I to właśnie wtedy objawia się sens, który Biblia nazywa „trwaniem”. Ewangelia…

Komentarze
Nie ma jeszcze opublikowanych komentarzy.
Chcesz dołączyć do rozmowy? Zaloguj się lub załóż konto.