Dorastałem w kamienicy, gdzie wszystko było „na potem”. Potem wymienimy drzwi. Potem kupimy lepsze sztućce. Potem pojedziemy nad morze. Potem, kiedy będzie normalnie. Tyle że to „potem” nie przyszło. Zamiast tego przyszła promocja na kabinę prysznicową z hydromasażem i raty rozpisane jak modlitwa na trudne czasy. Nie wiem, czy wiesz, jak to jest modlić się pod prysznicem, w kabinie za dwadzieścia tysięc złotych, której nie masz z kim dzielić. *** Polski materializm to nie luksus. To poczucie obowiązku. To nie „chcę mieć więcej”, tylko „muszę mieć coś, żeby nie odstawać”. To mieszkanie, które nie pachnie tobą, tylko nowością z katalogu. To stół, przy którym nikt nie rozmawia, bo wszyscy są zmęczeni udawaniem, że wszystko gra. *** Nie piszę tego z pogardą. Piszę z miejsca, w którym sam siedziałem latami, między kuchennym blatem a aspiracją, między potrzebą bliskości a lękiem, że nie jestem wystarczający. Widziałem ludzi, którzy zbudowali wszystko i nie mają do kogo powiedzieć: „Dobrze, że jesteś.” Widziałem ojców, którzy mieli wypasioną brykę, ale nie mieli z dziećmi o czym rozmawiać. I matki, które mówiły: „Cicho! Tata w końcu wrócił z pracy.” Jakby był duchownym w liturgii zmęczenia, pielgrzymem do Mekki Posiadania. *** A przecież Jezus nie urodził się w skandynawskim wnętrzu. Nie przyszedł z instrukcją montażu. Przyszedł nagi i niewygodny, do ludzi, którzy nie byli gotowi. Nie wszedł przez drzwi kute błyszczącą miedzią. Przyszedł jak gość nieproszony, ale jedyny, który został na noc. *** I jeśli dziś słyszysz: „Trzeba być kimś. Trzeba coś mieć. Trzeba zrobić dobre wrażenie.” - to mam dla ciebie kontrpropozycję. Możesz po prostu być. Być człowiekiem. Być obecnym. Być niedoskonałym i kochanym. *** Nie musisz jeszcze kończyć tej łazienki. Nie musisz być gotowy. Nie musisz błyszczeć, by być światłem. Jeśli jesteś pusty - to właśnie tam może przyjść Bóg. Nie w marmurze. W tobie. *** Polska wiara często kończy się na chodniczku przed drzwiami i literach wypisanych kredą na na drzwich. Buty ładnie ustawione, uśmiech przyklejony. Ale prawdziwe spotkanie z Ewangelią nie potrzebuje nowych kapci. Nie potrzebuje perskiego dywanu. Potrzebuje jednego: - człowieka, który nie boi się przyznać, że jest spragniony czegoś więcej niż tylko nowej zmywarki i świętego spokoju. I może właśnie dziś, w tej niezapłaconej ciszy, w tym pomieszczeniu, którego jeszcze nie urządzono, zacznie się twoje prawdziwe zamieszkanie. Nie w przepychu. W Bogu.