- Dlaczego ja? To jedno z najbardziej ludzkich pytań. Nie „czy”, nie „jak”, ale właśnie „dlaczego ja?”. Pojawia się zawsze wtedy, gdy coś wytrąca nas z równowagi: choroba, rozpad, wezwanie, które przychodzi nie w porę, nie na czas, nie do właściwej osoby. A jednak… przychodzi. Biblia zna to pytanie bardzo dobrze. Prawie nikt z wezwanych nie reaguje entuzjazmem. Powołanie nie brzmi jak nagroda. Brzmi jak zakłócenie. Jak ingerencja w kruche porozumienie, które człowiek zawarł ze światem: ja będę żył po swojemu, a Ty Boże… nie wchodź mi w drogę. Jonasz ucieka. Dosłownie. Wsiada na statek płynący w przeciwną stronę, jakby geografia mogła unieważnić sens. Nie mówi: „nie wierzę”. Mówi raczej: „nie chcę”. To bardzo współczesne. Dzisiejszy człowiek też rzadko neguje istnienie Boga wprost. On raczej Go odkłada. Na później. Na po emeryturze. Na moment, gdy życie będzie prostsze. Gdy będzie czas. - Dlaczego ja? …to pytanie ludzi, którzy czują, że zostali wybrani nie dlatego, że są najlepsi, ale właśnie dlatego, że są krusi. Że coś w nich pękło. Że mają historię, której woleliby nie mieć. Mojżesz mówi: - nie umiem mówić. Jeremiasz: - jestem za młody. Piotr: - odejdź ode mnie, bo jestem grzeszny. Wszyscy próbują się wymiksować. Wszyscy mają rację. I wszyscy są w błędzie. Współczesny człowiek robi to samo, tylko subtelniej. Nie ucieka statkiem. Ucieka w zajętość. W nadmiar obowiązków. W bycie potrzebnym wszystkim, byle nie odpowiedzieć na to jedno wezwanie, które domaga się nie skuteczności, lecz obecności. Powołanie dziś nie brzmi jak głos z nieba. Brzmi jak niepokój, który wraca nocą. Jak pytanie, którego nie da się zagłuszyć kolejnym serialem. Jak myśl: „to życie nie jest jeszcze moje”. - Dlaczego ja? …bo Bóg nie woła idealnych. Woła realnych. Nie tych, którzy są gotowi, ale tych, którzy są prawdziwi. Powołanie w Biblii nie omija cierpienia. Ono przez nie przechodzi. Nie daje gwarancji sukcesu. Daje sens. A to różnica fundamentalna. W świecie, który panicznie boi się cierpienia, Bóg nadal woła ludzi do miejsc niekomfortowych. Do przebaczenia, które boli. Do miłości, która nie jest symetryczna. Do wierności, która nie daje natychmiastowych efektów. Dlatego pytanie „dlaczego ja?” jest tak niewygodne. Bo odpowiedź brzmi: - bo możesz. Nie dlatego, że jesteś silniejszy. Ale dlatego, że jesteś w stanie unieść to z Bogiem. Największym dramatem nie jest to, że Bóg woła. Największym dramatem jest to, że człowiek odpowiada dopiero wtedy, gdy nie ma już gdzie uciec. Gdy statek się rozpadł. Gdy wieloryb („duża ryba”) stał się jedynym schronieniem. A jednak nawet wtedy wezwanie nie traci na wadze. Bóg nie mówi: „za późno”. Mówi: - wstań. *** - Dlaczego ja? … bo twoje imię, które Bóg wypowiada, nie jest oskarżeniem. Jest zaproszeniem. Do życia głębszego niż komfort. Do sensu większego niż plan. Do relacji, która nie chroni przed bólem, ale chroni przed bezsensem. I być może dopiero wtedy, gdy przestajemy pytać „dlaczego ja?”, zaczynamy pytać, jak trzeba: - dokąd teraz?