Dawać jest łatwo, bo czasem w dawaniu jest coś kontrolującego. Dajesz, decydujesz, co, komu i kiedy. Możesz wręczyć prezent w idealnym momencie, z odpowiednio wyćwiczonym półuśmiechem, i poczuć to przyjemne ciepło, które w głowie tłumaczy się jako: „No, zrobiłem coś dobrego”. A tak naprawdę to małe ego mówi ci: „Właśnie zapunktowałeś. Może nawet w czyjejś nieoficjalnej tabelce rankingowej przyjaciół przesunąłeś się wyżej.” Ale przyjmowanie… to już inna bajka. Bo kiedy ktoś coś daje, nagle w głowie robi się miejsce na pytania „Dlaczego?” „Co on ode mnie chce?” „Czy to znaczy, że teraz jestem w jakimś długu?” I zanim zdążysz powiedzieć „dziękuję”, zdążyłeś już napisać wewnętrzny scenariusz, w którym musisz spłacać ten prezent przez kolejne dwa lata, robiąc rzeczy, których nienawidzisz, jak zawożenie czyjegoś kota do weterynarza w poniedziałek rano. Tak, współczesny świat zrył nam mózg wyrachowaniem i błędnym pojęciem altruizmu. W związkach wygląda to jeszcze zabawniej. Ona daje drobiazg, uśmiech, ulubioną kawę z mlekiem owsianym, bo pamięta, że od krowiego masz wysypkę. A ty, zamiast przyjąć i się cieszyć, czujesz, że musisz natychmiast wyrównać. Robisz to tak nieudolnie, że efekt przypomina próbę odwdzięczenia się za wino kupioną na szybko butelką keczupu z promocji. On daje czas, uwagę, robi kanapkę dokładnie tak, jak lubisz, ale ty już myślisz: „Okej, teraz moja kolej, teraz ja muszę coś wymyślić”. I tak zamieniacie się w parę ludzi grających w ping-ponga uprzejmości. Piłeczka fruwa w tę i z powrotem, aż w końcu oboje jesteście tak zmęczeni, że macie ochotę odłożyć rakietki i po prostu obejrzeć serial w ciszy. A prawda jest taka, że najwięcej magii dzieje się wtedy, gdy ktoś daje, a druga strona po prostu bierze. Bez tego mentalnego „zaraz oddam” w tle. Bez przeliczania punktów. Bez tej dziwnej dumy, która nie pozwala się cieszyć, bo boi się zobowiązań. Bo może miłość to wcale nie jest wielki rytuał dawania. Może to jest naprzemienny oddech: raz ja, raz ty. Raz niosę ja, raz niesiesz ty. I to jest okej. *** Może to jest największa sztuka w relacjach: nie tylko umieć dawać, ale i pozwolić, żeby ktoś dał nam. Bo jeśli zawsze chcesz być tym, który niesie, ratuje, płaci rachunek, sprząta bałagan, trzyma drugiego za rękę w chwilach słabości, to w końcu sam stajesz się ciężarem dla siebie. Nie dlatego, że ktoś cię o to prosi, tylko dlatego, że nigdy nie nauczysz się spocząć na czyimś ramieniu bez poczucia winy. A przecież świat nie runie, jeśli to ty tym razem usiądziesz, a ktoś inny postawi przed tobą talerz zupy. Właściwie… może wtedy świat stanie się odrobinę bardziej ludzki. Dawanie i branie w zdrowej relacji to nie jest konkurs, w którym ktoś prowadzi, a ktoś przegrywa. To jest taniec. I jak w każdym tańcu, jeśli zawsze próbujesz prowadzić, w końcu partner cię puści. Równowaga jest wtedy, gdy raz ty prowadzisz, a raz dajesz się poprowadzić, nawet jeśli oboje tańczycie nieporadnie jak na pierwszej lekcji tańca. Jest w tym coś świętego, nawet jeśli nie ma świec i chórów. Moment, w którym jeden człowiek pozwala drugiemu zobaczyć, że też bywa słaby. Moment, w którym mówisz: „Potrzebuję cię”, i nie brzmi to jak przyznanie się do porażki, tylko jak zaproszenie do bycia bliżej. I myślę, że to właśnie miał na myśli Jezus, mówiąc o błogosławieństwie w dawaniu. Bo dawanie to nie jest jednostronny gest. To jest krążenie dobra. Czasem twoje, czasem cudze. Raz jesteś tym, kto napełnia kubek, raz tym, kto go opróżnia do dna. Najważniejsze, żebyście oboje pamiętali, że przy stole jest miejsce na dwa talerze. A życie to nie jadłodajnia z kolejką po darmowy chleb, tylko kuchnia, w której czasem ty gotujesz, a czasem ktoś ci podaje widelec. I dopóki umiecie się tym zamieniać to jesteście bogaci. Nawet jeśli w portfelu akurat pusto. Tak czy nie?
Dawać jest łatwo, bo czasem w dawaniu…
Dawać jest łatwo, bo czasem w dawaniu jest coś kontrolującego. Dajesz, decydujesz, co, komu i kiedy. Możesz wręczyć prezent w idealnym momencie, z odpowiednio wyćwiczonym półuśmiechem, i poczuć to przyjemne ciepło,…

Komentarze
Nie ma jeszcze opublikowanych komentarzy.
Chcesz dołączyć do rozmowy? Zaloguj się lub załóż konto.