Czy Bóg kocha? Gniewa się, cierpli? Odczuwa? Biblia mówi o Nim językiem ludzi, filozofia próbuje ten język oczyścić, a apokryfy często zaglądają tam, gdzie oficjalna teologia wolała zostawić półmrok. W Biblii Bóg odczuwa bardzo intensywnie. Kocha, gniewa się, współczuje, żałuje, tęskni za człowiekiem, bywa poruszony zdradą. W Księdze Ozeasza brzmi niemal jak zdradzony mąż, w Psalmach płonie sprawiedliwością. Jezus w NT płacze nad Jerozolimą, wzrusza się przy grobie Łazarza, przewraca stoły kupców w świątyni. Bóg biblijny nie przypomina chłodnego mechanizmu kosmosu. Jest relacyjny. Wchodzi w historię, reaguje, odpowiada. Ale pojawia się problem. Jeśli Bóg jest doskonały i niezmienny, jak może wpadać w gniew albo smutek? Czy emocja nie oznacza zmiany? Tu wchodzi filozofia. Dla Arystoteles Bóg był „nieruchomym poruszycielem”, czystą doskonałością, która nie cierpi i miota się emocjonalnie, nie doświadcza chaosu uczuć tak jak człowiek. Potem Tomasz z Akwinu próbował połączyć tę wizję z Biblią. Według niego, kiedy Pismo mówi o gniewie Boga, używa ludzkiego języka, abyśmy mogli coś pojąć. Gniew Boga nie jest wybuchem hormonalnym ani utratą kontroli. Oznacza raczej Jego absolutny sprzeciw wobec zła. Miłość Boga także nie jest emocjonalnym uzależnieniem, lecz aktem woli, nieustannym dawaniem istnienia. Z kolei mistycy często szli dalej niż filozofowie. Dla nich Bóg nie był abstrakcją, lecz ogniem świadomości. Meister Eckhart pisał o Bogu jako o ciszy głębszej niż emocje, ale jednocześnie bardziej żywej niż wszystkie ludzkie uczucia razem wzięte. W tradycji żydowskiej pojawia się nawet niezwykle odważna idea Boga, który cierpi razem z człowiekiem. Nie stoi obok historii. Jest w niej raniony. Apokryfy bywają jeszcze bardziej radykalne. W niektórych tekstach gnostyckich świat powstaje z pęknięcia, błędu albo tęsknoty. Pojawia się obraz boskości rozproszonej, dramatycznej, poszukującej samej siebie w człowieku. W apokryfach związanych z dzieciństwem Jezusa można znaleźć sceny, gdzie młody Jezus reaguje impulsywnie, gniewnie, niemal dziko, jakby boskość dopiero uczyła się ludzkiego ciała i ludzkiego bólu. Kościół odrzucił wiele z tych tekstów właśnie dlatego, że przedstawiały Boga zbyt „ludzko”, nazbyt nieprzewidywalnie. Najbardziej zastanawiająca podpowiedź pojawia się jednak w chrześcijaństwie wokół krzyża. Jeśli Bóg wszedł w cierpienie, samotność i śmierć, to znaczy, że albo naprawdę potrafi doświadczać, albo świadomie zgodził się przyjąć doświadczenie człowieka od środka. Dla Sørena Kierkegaarda właśnie to było skandalem chrześcijaństwa: - nieskończoność, która pozwala sobie umrzeć z miłości. Być może więc pytanie brzmi inaczej. Nie: „czy Bóg odczuwa jak człowiek?”, lecz: „czy nasze emocje są bladym odbiciem czegoś większego?”. Biblia sugeruje czasem, że miłość, gniew, współczucie czy tęsknota istnieją w człowieku dlatego, że wcześniej istniały w Bogu tylko bez chaosu, egoizmu i lęku, które znamy z własnego wnętrza. I może dlatego ludzie od tysięcy lat modlą się nie do idei, lecz do Kogoś.
Czy Bóg kocha?
Czy Bóg kocha? Gniewa się, cierpli? Odczuwa? Biblia mówi o Nim językiem ludzi, filozofia próbuje ten język oczyścić, a apokryfy często zaglądają tam, gdzie oficjalna teologia wolała zostawić półmrok. W Biblii Bóg…

Komentarze
Nie ma jeszcze opublikowanych komentarzy.
Chcesz dołączyć do rozmowy? Zaloguj się lub załóż konto.