Człowiek potrafi urządzić sobie życie jak biuro obsługi wizerunku. Uśmiech na pokaz. Kompetencja na pokaz i siła też. A w środku zwykła kruchość, która nie mieści się w żadnym planie dnia. Wszystko działa, póki się kręci. Dopóki projekt się spina, relacje się nie sypią, a sumienie daje się zagłuszyć obowiązkami. Problem zaczyna się wtedy, gdy coś pęka. Czasem przez błąd albo słabość lub przez zwykłe zmęczenie byciem kimś lepszym, niż się naprawdę jest. Wtedy przychodzi wstyd. Nie jako wielka teatralna premiera, raczej jako cichy głos mówiący, że znowu nie wyszło, bo można było inaczej. Że ktoś znowu został zraniony. W takich chwilach wielu ludzi zaczyna prowadzić przeciwko sobie wewnętrzny proces. Bez adwokata i łagodzących okoliczności. Psychologia mówi, że wstyd często nie poprawia człowieka. Raczej go zamyka. Sprawia, że chowa się głębiej, udaje bardziej, próbuje zasłużyć na prawo do istnienia. Biblia patrzy na to inaczej. Rozróżnia smutek, który niszczy, i smutek, który leczy. Paweł napisał do Koryntian, że „(…) smutek, który jest według Boga, sprawia pokutę ku zbawieniu, której się nie żałuje, a smutek świata sprawia śmierć” (2 Kor 7,10). To zdanie jest zaskakująco trzeźwe. Nie mówi: nie smuć się, ale: zobacz, dokąd prowadzi twój smutek. Jest taki rodzaj żalu, który mówi człowiekowi: jesteś beznadziejny. I jest taki, który mówi: wracaj. Różnica jest ogromna. Pierwszy zamyka. Drugi otwiera drzwi. Patrząc na historię Jezusa, trudno nie zauważyć jednego szczegółu: On nie przyszedł do ludzi, którzy mieli wszystko poukładane. Siadał z tymi, którym życie się rozsypało. I nie zaczynał od wyrzutów. Raczej od przywracania im godności, którą sami sobie odebrali. Krzyż w tej perspektywie przestaje być tylko symbolem cierpienia. Staje się miejscem, gdzie człowiek może przestać udawać. Gdzie nie musi już nosić wszystkiego sam. „Nie ma więc teraz żadnego potępienia dla tych, którzy są w Chrystusie Jezusie” (Rz 8,1). Prawdziwa pokuta nie polega na tym, żeby się bardziej nienawidzić, tylko na tym, żeby przestać uciekać i przyznać: - tak, to ja. I jednocześnie usłyszeć: - dobrze, jedziemy dalej. To nie jest spektakularny moment. Częściej cicha decyzja podjęta gdzieś między zwykłym wtorkiem a rachunkami do zapłacenia. Krótkie: spróbuję jeszcze raz. Może tym razem trochę uczciwiej wobec siebie. Bo pokuta zaczyna się właśnie tam. Nie od wielkich deklaracji, tylko od zgody, żeby nie budować życia na własnym potępieniu. Od przypominania sobie, że upadek nie jest końcem historii. Czasem pomaga prosty gest. Krótka modlitwa bez wielkich słów. Zdanie zapisane gdzieś w notesie. Decyzja, żeby nie karmić w głowie starej narracji o własnej słabości, żalu. Nowe życie rzadko zaczyna się w jednej sekundzie. Częściej od małych zgód, dzień po dniu, na to, że człowiek może jeszcze raz spróbować żyć bez ciężaru, którego nigdy nie był w stanie unieść sam. A do tego potrzebna jest… relacja. Z Bogiem. I z ludźmi.
Człowiek potrafi urządzić sobie życie jak biuro…
Człowiek potrafi urządzić sobie życie jak biuro obsługi wizerunku. Uśmiech na pokaz. Kompetencja na pokaz i siła też. A w środku zwykła kruchość, która nie mieści się w żadnym planie dnia. Wszystko działa, póki się…

Komentarze
Nie ma jeszcze opublikowanych komentarzy.
Chcesz dołączyć do rozmowy? Zaloguj się lub załóż konto.