Człowiek od wieków próbuje negocjować z wiatrem. Chce, żeby życie przyszło punktualnie, mówiło spokojnym głosem, miało przewidywalny rytm i najlepiej jeszcze pytało o zgodę przed każdym ciosem. Tymczasem świat porusza się według logiki znacznie starszej niż nasze plany. Raz przychodzi susza, raz sztorm, a innym razem ktoś, komu ufałeś bardziej niż sobie, zamienia wspólny dom w muzeum rozczarowań. I właśnie wtedy wielu ludzi zaczyna wierzyć, że skoro nie kontrolują kierunku wichru, pozostaje im jedynie dryfowanie. Biblia patrzy na to inaczej. Kiedy Jezus zasypia podczas burzy na jeziorze, uczniowie wpadają w panikę, ponieważ fale zalewają łódź, a ich rybackie doświadczenia przestają mieć znaczenie. Ewangelia Marka opisuje tę scenę niemal reportersko: mokre drewno, krzyk, chaos, wiatr rozrywający noc. „Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?” - pytają. Mk 4,38. W tym pytaniu znajduje się coś więcej niż strach przed śmiercią. Jest tam rozczarowanie rzeczywistością, która miała wyglądać inaczej. Człowiek bardzo często cierpi właśnie dlatego, że życie nie jest projektem reklamowym. Psychologia od dawna opisuje mechanizm, który Viktor Frankl nazywał przestrzenią pomiędzy bodźcem a reakcją. Człowiek dojrzewa wtedy, gdy odkrywa, że wpływ na świat zaczyna się od sposobu ustawienia własnego wnętrza. Frankl, więzień obozów koncentracyjnych, pisał: „Człowiekowi można odebrać wszystko poza jednym: ostatnią z ludzkich wolności, wyborem własnej postawy w danych okolicznościach”. Viktor E. Frankl, „Człowiek w poszukiwaniu sensu”. To zdanie brzmi niemal jak współczesny komentarz do św. Pawła, który siedząc w więzieniu, potrafił pisać o pokoju serca, wdzięczności i nadziei, ponieważ rozumiał, że dusza może zachować kierunek nawet wtedy, gdy okoliczności przypominają sztorm. Wielu ludzi przez lata próbuje zmieniać wiatr. Partnera. Rodziców. Przeszłość. Charakter świata. Czasami wkładają w to tyle energii, że pod koniec dnia pozostaje w nich jedynie zmęczenie i cicha frustracja człowieka, który walczył z oceanem przy pomocy kuchennego ręcznika. Tymczasem dojrzewanie polega na czymś bardziej wymagającym niż kontrola: - na zgodzie na rzeczywistość połączonej z odpowiedzialnością za ustawienie własnych żagli. Biblia nazywa to mądrością serca. „Roztropny widzi niebezpieczeństwo i chroni się, lecz niedoświadczeni idą dalej i ponoszą szkodę”. Prz 22,3. To zdanie brzmi zaskakująco współcześnie, ponieważ mówi o regulacji emocji, granicach, rozeznaniu i umiejętności odczytywania sygnałów ostrzegawczych. Człowiek duchowo dojrzały przestaje mylić miłość z poświęcaniem własnego życia dla chaosu drugiej osoby. Zaczyna rozumieć, że empatia bez granic zamienia się w powolne samounicestwienie, a cierpliwość pozbawiona prawdy przypomina siedzenie w płonącym domu i nazywanie tego pokojem ducha. W tym wszystkim pozostaje jeszcze jedna rzecz, o której współczesny świat mówi z zadziwiającą nieśmiałością: - nadzieja. Prawdziwa nadzieja ma niewiele wspólnego z motywacyjnym uśmiechem. Bardziej przypomina starego rybaka, który zna smak porażki, pamięta noce bez połowu, nosi blizny po linach i mimo tego rano wychodzi na wodę. W Liście do Hebrajczyków pojawia się zdanie: „Wiara jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy”. Hbr 11,1. Człowiek wierzący nie żyje iluzją, lecz drogą. I może właśnie dlatego najgłębszy pokój przychodzi wtedy, gdy przestajemy żądać od życia idealnej pogody, a zaczynamy pytać, kim stajemy się podczas sztormu. Bo wiatr bardzo często ujawnia więcej prawdy o człowieku niż… spokojne morze. *** Chcesz stąpać po wodzie? Nic trudnego. Jego Duch ma tę moc. Uwierz.
Człowiek od wieków próbuje negocjować z wiatrem.
Człowiek od wieków próbuje negocjować z wiatrem. Chce, żeby życie przyszło punktualnie, mówiło spokojnym głosem, miało przewidywalny rytm i najlepiej jeszcze pytało o zgodę przed każdym ciosem. Tymczasem świat porusza…

Komentarze
Nie ma jeszcze opublikowanych komentarzy.
Chcesz dołączyć do rozmowy? Zaloguj się lub załóż konto.