Człowiek nie oddala się od Boga dlatego, że nagle przestaje wierzyć, bywa czasem, że zaczyna sam nie wie od kiedy, prowadzić życie, którego nie da się już spokojnie pogodzić z Jego obecnością. A ponieważ nie chce rezygnować z tego, co daje mu natychmiastową ulgę albo poczucie kontroli, zaczyna stopniowo usuwać Boga ze swojego pola widzenia. To jest tak, że najpierw pojawia się napięcie między tym, co człowiek wie, a tym, co robi, a ponieważ nie jest w stanie długo żyć w takim rozdarciu, zaczyna zmieniać interpretację własnych czynów, aby nie musieć zmieniać własnego życia. Święty Paweł opisuje to z precyzją psychiatry, która brzmi bardziej jak opis wewnętrznego uzależnienia niż religijnej winy: „Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię zło, którego nie chcę” (Rz 7,19). To jest jedno z najbardziej psychologicznie prawdziwych zdań w Biblii, ponieważ nie mówi o złych ludziach, ale takich którzy w środku są podzieleni. Takich, którzy wiedzą, ale nie potrafią, którzy rozumieją, ale nie przestają. O tych, którzy nienawidzą własnej słabości, a jednocześnie boją się życia bez niej. Dlatego Chrystus mówi zdanie, które nie jest moralizowaniem, lecz diagnozą przywiązania: „Każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu” (J 8,34). Współczesny człowiek lubi myśleć o sobie jako o kimś autonomicznym, podczas gdy Ewangelia sugeruje coś znacznie bardziej niepokojącego, że można być wykształconym, racjonalnym, świadomym, a jednocześnie wewnętrznie zniewolonym przez coś, czego nie chce się nazwać po imieniu. Chodzi o nałogi. Psychologia nazywa to mechanizmem uzależnienia (alkohol, zakupoholizm, hazard, seks i tyle innych...) Biblia nazywa to zniewoleniem serca. I może dlatego jedno z najbardziej niepokojących zdań Jezusa brzmi: „Gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje” (Mt 6,21), ponieważ sugeruje, że człowiek nie żyje tam, gdzie deklaruje swoje wartości, lecz w tym, gdzie naprawdę inwestuje swoją uwagę, energię i pragnienia, nawet jeśli wie, że to go niszczy. Dlatego problemem nie jest to, że człowiek grzeszy, tylko, że zaczyna budować wokół tego swoje życie i usprawiedliwiającą narrację. Święty Augustyn, zanim został świętym, modlił się słowami, które są przerażająco szczere: „Panie, daj mi czystość… ale jeszcze nie teraz.” To zdanie nie jest ironią tylko prawdą o człowieku, który wie, gdzie jest zdrowe życie, ale nie chce jeszcze opuścić tego, co daje mu natychmiastową przyjemność albo znieczulenie. I właśnie w tym miejscu wielu ludzi zaczyna wierzyć, że skoro nie potrafią przestać, to nie mają już prawa wracać. A to jest moment zwodzącego kłamstwa. Bo Biblia opisuje Boga nie jako nagrodę dla silnych, lecz jako lekarza dla chorych: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają” (Mk 2,17). To zdanie całkowicie zmienia perspektywę, ponieważ oznacza, że słabość nie jest przeszkodą w drodze do Boga, - może być początkiem drogi do uzdrowienia. I być może najbardziej niedocenianym zdaniem Nowego Testamentu jest to, które brzmi jak zapewnienie dla ludzi uwikłanych w swoje własne schematy: „Trzciny nadłamanej nie złamie i knota tlejącego nie dogasi” (Mt 12,20). To zdanie mówi o Bogu, który nie pracuje młotem, lecz z cierpliwością kochającego Ojca i nie niszczy człowieka za to, że jeszcze nie umie żyć inaczej. Nie odbiera nadziei nawet wtedy, gdy człowiek sam ją w sobie gasi. I może właśnie dlatego pocieszającą prawdą duchową nie jest to, że grzech oddala człowieka od Boga tylko, że człowiek często sam oddala się ze wstydem w sercu, podczas gdy Bóg, jeśli wierzyć Ewangelii, nie przestaje szukać go nawet wtedy, gdy człowiek już przestał wierzyć, że można go jeszcze… kochać. „Nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, lecz grzeszników” (Łk 5,32). To ogłoszenie o nadziei dla ludzi, którzy wiedzą, że nie są wolni, ale jeszcze nie przestali pragnąć wolności, nawet jeśli to pragnienie jest słabe, niepewne i pełne sprzeczności. - Bo dopóki człowiek choć trochę chce wyjść z własnego chaosu, choć nieporadnie, nawet jeśli próbuje i się nie udaje za pierwszym czy drugim podejściem, ale wstydzi własnej historii… dopóty nie jest stracony. Uczucie wstydu może tak samo oddalać jak i zbliżać. I może właśnie to jest jedną z największych obietnic Ewangelii: - że Bóg nie zaczyna od pytania „dlaczego znowu upadłeś”, tylko od pytania, które brzmi znacznie bardziej prowokująco: - czy chcesz jeszcze wstać i zbliżyć się do Mnie? A jeśli odpowiedź brzmi nawet bardzo cicho „tak”, to, według logiki Ewangelii, która bardziej przypomina proces leczenia niż sąd, - i to może być początek dobrej drogi.