Czasem wracasz myślami do rozmowy, której nie było. Do tego krótkiego momentu, gdy mogłeś coś powiedzieć: jedno dobre słowo, jedno „trzymaj się” a jednak… milczałeś. Nie dlatego, że nie chciałeś. Po prostu nie wiedziałeś, jak zacząć. Słowa wydawały się zbyt małe wobec cudzego cierpienia. A potem jest już za późno. Zostaje tylko to poczucie, że mogłeś być światłem, a wybrałeś cień. Paweł z Tesalonik wiedział coś o tym. Nie mówił ludziom: „róbcie coś nowego”, tylko: „róbcie dalej to, co już potraficie - zachęcajcie się”. Bo może to właśnie najtrudniejsze: nie stracić ciepła, kiedy świat robi się chłodny. Zachęta to drobiazg, który nie mieści się w tabeli cnót, a jednak potrafi ocalić komuś dzień. Nie musi być głośna, może być ledwo słyszalna: „wierzę w ciebie”, „jesteś ważny”, „jeszcze dasz radę”. Czasem to wystarczy, by ktoś po drugiej stronie zrozumiał, że nie jest sam. Pamiętasz, jak ktoś kiedyś podniósł cię z dna jednym zdaniem? Nie zrobił nic wielkiego. Po prostu był tam, gdzie trzeba, w odpowiedniej chwili. To właśnie o tym mówi Paweł: - byśmy robili to samo. Kościół, wspólnota, przyjaźń - to nie mury ani doktryny, tylko dłonie, które wyciągają się w stronę kogoś, kto się potyka. I może właśnie dlatego, jeśli masz dziś w sobie choć odrobinę dobra, nie zostawiaj go w środku. Powiedz to. - Napisz. - Zadzwoń. - Uśmiechnij się. Niech żadna zachęta nie zostanie niewypowiedziana. Bo może to właśnie twoje słowo: proste, nieśmiałe, zwyczajne, zbuduje w kimś nową wiarę w życie. *** „Dlatego zachęcajcie jedni drugich i budujcie się wzajemnie, jak to zresztą czynicie.” ‭‭I Tesaloniczan‬ ‭5‬:‭11‬ ‭UBG‬‬