Czasem miłość jest jak gorący kompres przyłożony do duszy. Innym razem - jak nóż w to samo miejsce. Niby ten sam ruch, niby ta sama ręka. A jednak wszystko zależy od tego, kto trzyma - i z jaką intencją. Kobiety nie boją się miłości. Boją się tego, co się zwykle z nią wiąże: konieczności odgruzowywania mężczyzny spod warstw ironii, pseudo-samodzielności, chłodu, niedopowiedzeń i jeszcze tej starej, nieznośnej tezy, że „miłość czyni słabym”. Ile razy mają zaryzykować czułość, tylko po to, by potem tłumaczyć się ze swoich pragnień przed kolejnym chłopcem przebranym za mężczyznę? Mężczyźni boją się miłości, bo uczyli ich, że to coś miękkiego. A oni mają być twardzi. Że jak się zakochasz, to jesteś pod pantoflem. Że jak pokażesz, że ci zależy - to przegrywasz. Więc uczą się zgrywać, hamować, udawać, że nie potrzebują. A potem, w samotne noce, piją herbatę z kieliszka i pytają kota: „czemu to wszystko tak boli?” Bo boli. Bo miłość jest dla odważnych, ale nasze czasy odwagę rozumieją opacznie. *** Psycholodzy mówią: lęk przed bliskością to często nie lęk przed drugim człowiekiem, ale przed sobą samym w tej bliskości. Co zrobię, jeśli ktoś zobaczy mój wstyd, moje dziecięce potrzeby, moje porażki, moje niezręczności? Co jeśli się zakocham, a ona jednak odejdzie? Lepiej nie próbować. Lepiej być cynicznym. Lepiej skrolować, niż zapytać, czy zostanie na dłużej a może… na zawsze? Literatura piękna krzyczy od wieków: miłość to ryzyko. Od Petrarki, który wzdychał do Laury, choć wiedział, że jest poza zasięgiem - po Kafkę, który pisał listy do Mileny, nie umiejąc wyrwać się z własnych lęków. A najbardziej bolesne miłości to te, do których się nie odważyliśmy. *** W jednej z opowieści Czechowa panna czekała każdego dnia na powrót ukochanego, który obiecał. Nie wrócił nigdy. Ale to nie on był głównym bohaterem tej historii. Główna postać to jej samotność - i to, co z nią zrobiła. Żyła dalej. Z sercem zawieszonym między nadzieją a rozczarowaniem. Współcześnie nie czekamy już przy oknie. Teraz chowamy uczucia w postach, w kodach emoji, w dystansie. Ale lęk - ten sam. Zranienie - to samo. I samotność - tylko trochę bardziej głośna nocą. *** Zamiast więc powtarzać: „boję się miłości”, mówimy: „lubię być sam”. Zamiast: „chciałbym z kimś budować”, mówimy: „jestem niezależny”. Zamiast: „brakuje mi ciebie” - wysyłamy serduszko. A serce i tak wie swoje. Bo nie wylewność jest… bezpieczna? *** Na koniec powiedzmy to bez ogródek: - Samotność to nie wybór. To efekt lęków, które przebraliśmy za racjonalność. Miłość to nie słabość. To najodważniejsze, co można dać i wziąć. A największym ryzykiem - nie jest poddać się wołaniu miłości, rzucić wiele, zaryzykować i postawić na jedną kartę… tylko… - nie spróbować i… zagłuszyć wołanie serca.
Czasem miłość jest jak gorący kompres przyłożony…
Czasem miłość jest jak gorący kompres przyłożony do duszy. Innym razem - jak nóż w to samo miejsce. Niby ten sam ruch, niby ta sama ręka. A jednak wszystko zależy od tego, kto trzyma - i z jaką intencją. Kobiety nie…

Komentarze
Nie ma jeszcze opublikowanych komentarzy.
Chcesz dołączyć do rozmowy? Zaloguj się lub załóż konto.