Czasem ktoś mnie pyta, czy łatwiej umiera się wierzącym. I myślę, że często to nie jest pytanie o wiarę. To pytanie o czułość, której tak bardzo brakuje na tym świecie. Bo przecież można wierzyć w Boga i nigdy nie doświadczyć miłości. Można znać wszystkie modlitwy i nie znać nikogo, kto by usiadł przy tobie w milczeniu, kiedy naprawdę boli. Można przejść życie, mając poduszkę z haftowanym cytatem z Listu do Koryntian, a nie wiedzieć, jak to jest, gdy ktoś zasypia z dłonią na twojej klatce piersiowej i bez słów mówi: „nie odejdę”. *** Więc może to pytanie trzeba odwrócić: Nie: czy wierzyłeś? Ale: czy byłeś dla kogoś domem? Nie: czy znałeś prawdę? Ale: czy ktoś chciał zostać przy tobie do końca, nawet jeśli zgrzeszyłeś, zawiodłeś, skrzywdziłeś? Nie: czy wystarczy, że powiesz „kocham”, Ale: czy dla ukochanej/ukochanego potrafisz zmienić swoje życie o 180 stopni? Bo to się liczy przy umieraniu: czy jest ktoś, kto przyjdzie, gdy nie będziesz już miał nic do dania? Tylko zużyte serce i kilka zdjęć z młodości… *** Znam ludzi, którzy odeszli bez żadnego słowa, ale wcześniej całowali w czoło swoje dzieci tysiące razy, i kiedy umierali - czuli się spełnieni. Znam też takich, którzy zostawili testamenty, nagrane kazania i opasłe zbiory wierszy, ale nikt bliski ich nie odprowadził. Bo wiecie, to nie jest o „łatwym” umieraniu. Śmierć nigdy nie jest łatwa. Ona jest naga. I pokazuje prawdę. O zmarłym. I o tych, co zostali… … taką, że jeśli nie kochałeś, to nic ci nie pomoże - ani tytuły, ani msze za duszę, ani pozłacane krzyże. Bo serce zimne za życia nie robi się cieplejsze w kostnicy. *** Widziałem śmierć kilka razy. Jest cicha, ale dokładna. Jest jak redaktor biografii - wykreśla wszystko, co było pozą. Zostawia tylko to, co było naprawdę. Zostaje gest. Szept. Ostatni numer w telefonie, który wybierałeś najczęściej. Zostaje to jedno spojrzenie, które kiedyś sprawiło, że chciało ci się żyć. I jeśli to miało miejsce, jeśli choć raz byłeś czyimś „wszystkim”, to masz czym umrzeć. *** W Biblii jest taki fragment, który zawsze mnie rusza, choć czytałem go wiele razy: „Choćbym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał…” No właśnie. Można być aniołem w kościele, a potworem w domu. Można wygrać dyskusję o istnieniu Boga, i przegrać wszystko, co miało znaczenie. ** Więc kiedy ktoś pyta, czy łatwiej umiera się wierzącym, zawsze chcę odpowiedzieć: - łatwiej umiera się tym, którzy kochali i byli kochani. Niebo jest zbudowane z takich ludzi. Z tych, którzy nie bali się powiedzieć: „zostań”, i z tych, którzy przyszli, nawet nieproszeni. Nie ze świętych. Tylko z kochających. A to wielka różnica. *** I może, jeśli dziś jeszcze oddychasz, masz kogoś, komu możesz to powiedzieć. Nie „kocham cię” - to zbyt łatwe. Może: „jestem przy tobie. i nigdzie się nie wybieram.” albo: „możesz przestać być silny. Ja teraz potrzymam ciebie.” Tak się pisze wieczność. Nie na marmurze. Na sercu. I wtedy - kiedy przyjdzie śmierć - możesz powiedzieć: „To było prawdziwe. I to wystarczy. Odchodzę szczęśliwy do Ojca i… pieprzyć ten cały blichtr”. *** „Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący.” (1 Kor 13,1 - Biblia Ekumeniczna) *** Widziałem takich ludzi. Którzy mówili pięknie. Którzy cytowali psalmy i modlili się za ciebie, nawet gdy cię nie słuchali. Którzy znali różnicę między dogmatem a herezją, ale nie zauważyli, że ktoś obok nich właśnie się rozpada. Paweł wiedział, co mówi. To nie był poetycki wybryk. To była liturgia trzewi. Bo on sam był człowiekiem przemiany. Z prześladowcy - w człowieka, który zrozumiał, że bez miłości wszystko inne jest hałasem. Dźwiękiem bez melodii. Gestem bez ciała. Gestem, który nie dotyka. *** Apostoł zaczyna hymn w cieniu ludzkiej pychy. Pisze do Koryntian - ludzi ożywionych, pełnych pasji, duchowo rozwibrowanych - ale też cholernie pogubionych. Mieli wszystkie narzędzia duchowości, a ciągle nimi ranili. Mieli dar języków, prorokowania, nawet wiarę zdolną przenosić góry, ale używali ich bez miłości, czyli bez drugiego człowieka w środku. A wtedy wszystko zamienia się w brzdęk cymbała, czyli w dźwięk, który nigdzie nie prowadzi. Nie ma początku, nie ma końca. Nie zostaje. Bo tylko miłość zostaje. *** W wersach 4-7 Paweł zaczyna wyliczankę. Nie: czym miłość jest, tylko jak się zachowuje. Nie mówi: „miłość to uczucie”. Nie mówi: „miłość to idea”. Mówi: „miłość cierpliwa jest, łaskawa jest…” Jakby mówił: nie pytaj, co czujesz. Pytaj, jak się zachowujesz. Bo miłość nie mierzy się w deklaracjach, tylko w tym, czy potrafisz być dobry, kiedy nie masz racji, i czuły, kiedy ktoś zawiódł. Miłość nie zazdrości, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego. To nie jest romantyzm. To jest ciężar. To są brudne naczynia po kłótni. To są drzwi uchylone mimo wszystkiego. To jest ręka, która zostaje, nawet jeśli nie rozumie. *** A potem wersy 8-12. Paweł pokazuje: wszystko inne przeminie. Proroctwa się skończą, języki zamilkną, wiedza się zdezaktualizuje. Ale miłość zostanie. Bo ona nie jest narzędziem. Nie jest efektem ani środkiem. Jest tym, co przetrwa śmierć. Jest wiecznością w wersji codziennej. To, co widzimy teraz - to tylko część. „Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam w pełni, tak jak zostałem poznany” - pisze Paweł. A to znaczy: tylko miłość pozwala naprawdę zobaczyć człowieka. Nie jego grzech, nie jego słabość, nie jego rolę społeczną. Tylko twarz. Imię. Serce. *** I na koniec: „Teraz więc trwają: wiara, nadzieja, miłość - te trzy. A z nich największa jest miłość.” Dlaczego? Bo wiara kończy się w chwili spotkania - gdy już nie trzeba wierzyć, bo się widzi. Nadzieja kończy się w spełnieniu - bo już nie trzeba czekać. Ale miłość się dopiero zaczyna. Bo ona nie jest środkiem. Ona jest sensem. Więc jeśli chcę przygotować się do życia wiecznego - nie pytam siebie, ile razy się modliłem. Pytam, czy ktoś dzięki mnie poczuł się mniej samotny. Postaw to pytanie. Wtedy nie będziesz brzęczącą miedzią. Tylko… trzciną. Pochyloną, ale piękną i prawdziwą.
Czasem ktoś mnie pyta, czy łatwiej umiera…
Czasem ktoś mnie pyta, czy łatwiej umiera się wierzącym. I myślę, że często to nie jest pytanie o wiarę. To pytanie o czułość, której tak bardzo brakuje na tym świecie. Bo przecież można wierzyć w Boga i nigdy nie…

Komentarze
Nie ma jeszcze opublikowanych komentarzy.
Chcesz dołączyć do rozmowy? Zaloguj się lub załóż konto.