Czasami życie potrafi być tak absurdalne, że jedyne, co można zrobić, to usiąść na krawężniku cmentarnej alejki i zacząć się śmiać. Nie głośno, raczej tym śmiechem, który bardziej przypomina wydech. Tak właśnie zareagowałem, gdy zobaczyłem ten nagrobek: „Martwił się o jutro… Zmarł dzisiaj…” Kiedyś myślałem, że to tylko metafora, taki biblijny „dymek komiksowy” nad głową Jezusa, który mówił: „Nie troszczcie się o jutro, bo jutro zatroszczy się o siebie samo” (Mt 6,34). Dopiero później dotarło do mnie, że to nie była metafora. To jest brutalna instrukcja obsługi życia, napisana w czasach, gdy ludzie nie mieli kalendarza Google ani aplikacji mierzącej tętno. Ale psychologia jest bezlitosna: człowiek potrafi zginąć od własnych myśli zanim cokolwiek go dotknie w rzeczywistości. Lęk robi z umysłu mały teatr groteski i zawsze ma wolne miejsce na widowni dla Ciebie. Zaprasza, pokazuje najgorsze możliwe scenariusze, a Ty płacisz życiem za bilety, których nikt nie sprawdza.I tak sobie myślę, że może ten ktoś z nagrobka był po prostu jednym z nas. Tych, którzy za dużo czytają w nocy, za długo przewijają internet, za bardzo próbują przygotować się na wszystko, co i tak przyjdzie inaczej. Może był mistrzem planowania na sytuacje, które nigdy nie nastąpiły. Może cierpiał na najbardziej demokratyczną chorobę świata; katastrofizację, czyli sztukę wyobrażania sobie piekła podczas gdy życie daje nam co najwyżej przeciętny wtorek. W Biblii takie rzeczy nazywano „jarzmem”, w psychologii , „nadmierną aktywacją układu współczulnego”. Na jedno wychodzi: serce bije jak oszalałe, myśli krążą, ciało nie wie, czy szykować się do walki, czy chować w szafie.A może ten człowiek naprawdę wierzył, że jutro go ocali, jeśli będzie wystarczająco długo klęczał przed jego drzwiami? Może nigdy nie przyszło mu do głowy, że jutro nie jest Bogiem. Nigdy nim nie było. Jutro nie kocha, nie przeprasza, nie broni. Jutro jest jak bałwan z piasku, wystarczy jeden mocniejszy podmuch i znika. A dzisiaj… dzisiaj jest jedyną walutą, jaką naprawdę posiadamy. Gdyby Jezus żył dziś i wszedł na Instagram, pewnie wrzuciłby to zdjęcie nagrobka w stories z podpisem: „No właśnie o tym mówiłem.” A psycholog pochyliłby się nad tym i zapisał w notesie: „Pacjent żył w ciągłym napięciu, jakby przeszłość i przyszłość grały w tenisa jego układem nerwowym.” I ja, stojąc nad tą kamienną tablicą, mogę tylko pomyśleć jedno: Nie chcę tak skończyć. Nie chcę umrzeć od jutrzejszych myśli, zanim dostanę szansę przeżyć dzisiaj. Bo jeśli Biblia, psychologia ma jakąś wspólną prawdę, to chyba tę: - Życie nie dzieje się w prognozach. Życie dzieje się w oddechu, który właśnie bierzesz. I to powinno wystarczyć.
Czasami życie potrafi być tak absurdalne, że…
Czasami życie potrafi być tak absurdalne, że jedyne, co można zrobić, to usiąść na krawężniku cmentarnej alejki i zacząć się śmiać. Nie głośno, raczej tym śmiechem, który bardziej przypomina wydech. Tak właśnie…

Komentarze
Nie ma jeszcze opublikowanych komentarzy.
Chcesz dołączyć do rozmowy? Zaloguj się lub załóż konto.