„Co mnie nie zabije, niech lepiej zacznie uciekać” ~ Niektórzy ludzie czytają Stary Testament jak instrukcję składania mebli z IKEI: z wykrzywioną twarzą, szukając w tym sensu, którego tam, na pierwszy rzut oka, nie ma. Bo niby Bóg miłości, a tu: śmierć pierworodnych, zakazy spożywania krewetek, i ten dziwny nakaz wycięcia w pień wszystkiego, co ma puls i nie jest Izraelitą. No i ten fragment, w którym Bóg mówi Saulowi, żeby zniszczył Amalekitów do ostatniego niemowlaka. Jakby sam Bóg przez chwilę był reżyserem jakiegoś biblijnego „Kill Billa”, tylko bez muzyki Tarantino. Ale może to nie jest opowieść o rzeziach. Może to jest opowieść o człowieku, który miał wybór: słuchać Ducha albo głosu własnej kalkulacji. I to boli, bo wciąż mamy ten sam wybór. *** Rzezie starotestamentowe nie są ładne. Ale ani życie, ani historia nie są ładne. To, że są opisane w Piśmie, nie znaczy, że są normą moralną. To raczej zwierciadło dla ludzkości: zobacz, do czego jesteś zdolny, kiedy myślisz, że to Bóg stoi po twojej stronie. A teraz odwróćmy to pytanie. Co, jeśli to nie były rzezie z polecenia Boga, ale opisy tego, jak ludzie chcieli Boga zaangażować w swoje rzezie? Niektórzy teolodzy (ci bardziej spoceni od myślenia) powiedzą, że Bóg Starego Testamentu objawiał się ludziom w ich ograniczonym rozumieniu dobra. I że to, co czytamy jako „polecenie Boga”, było bardziej odbiciem mentalności wojownika niż woli Najwyższego. Ale zostawmy teologiczną kuchnię. Przejdźmy do tego, co zostaje po zmywaniu krwi z rąk. *** HART. Nie ten z fitness-klubu. Nie ten z memów, że „bądź silny, bo masz tylko siebie”. Nie chodzi też o bycie twardym jak suchar z kantyny wojskowej. Chodzi o ten rodzaj hartu, który przychodzi, kiedy Duch Boży tchnie w ciebie siłę nie do ataku, ale do wytrwania. To nie jest hart miecza. To hart ciała po biciu. Hart kobiety, która straciła dziecko, ale rano wstaje i działa. Hart starca, który modli się, choć nie czuje już nic poza ciszą. Hart Jezusa, który, zamiast robić z rzezi tryumf, daje się zabić i mówi: „Przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”. *** W Biblii są rzezie. W życiu są rzezie. Ale najciekawsze pytanie brzmi: co zrobisz, gdy przeżyjesz swoją własną? I wtedy wracamy do tego zdania: „Co mnie nie zabije, niech lepiej zacznie uciekać”. To nie jest zemsta. To nie jest testosteronowy bełkot. To jest przypomnienie, że jeśli Bóg tchnął w ciebie Ducha, który pozwolił ci przeżyć noc, to nie po to, byś zabijał, ale byś przebaczył. Z hartem. Z miłością. Z ogniem, który nie spala innych, ale grzeje tych, którzy już myśleli, że nic ich nie ocali.
„Co mnie nie zabije, niech lepiej zacznie…
„Co mnie nie zabije, niech lepiej zacznie uciekać” ~ Niektórzy ludzie czytają Stary Testament jak instrukcję składania mebli z IKEI: z wykrzywioną twarzą, szukając w tym sensu, którego tam, na pierwszy rzut oka, nie ma.…

Komentarze
Nie ma jeszcze opublikowanych komentarzy.
Chcesz dołączyć do rozmowy? Zaloguj się lub załóż konto.