Bywają takie chwile, kiedy człowiek siedzi sam; na ławce, w samochodzie zaparkowanym pod domem, w kuchni o czwartej nad ranem albo na brzegu jakiegoś życia, które jeszcze niedawno wydawało się stabilne. I ma wrażenie, że wszystko, co go niosło, zostało wyłączone jednym ruchem niewidzialnej dłoni. Nie ma już pieniędzy, zdrowia, miłości, pozycji, planu, a czasem nawet języka do rozmowy z samym sobą, ponieważ zmęczenie potrafi odebrać człowiekowi nie tylko siłę, ale również wyobraźnię, przez którą widział przyszłość. I właśnie wtedy Biblia, ta dziwna księga pełna pasterzy, bankrutów, cudzoziemców, ludzi zdradzonych i spanikowanych, mówi coś kompletnie niepraktycznego dla współczesnego świata, który uwielbia coachingowe wykresy sukcesu oraz ludzi udających, że nigdy nie płakali w łazience po cichu, żeby dzieci nie słyszały. „Ci, co zaufali Panu, odzyskują siły, otrzymują skrzydła jak orły”. Nie napisano tam, że otrzymają natychmiastowe rozwiązania i nie obiecano nowego samochodu, zgrabnego brzucha ani spektakularnego odwetu na tych, którzy ich zlekceważyli. Izajasz mówi o czymś znacznie bardziej niepokojącym i pięknym zarazem: że człowiek może zostać podniesiony wewnętrznie, nawet jeśli okoliczności przez jakiś czas traktują go pałką. - Mojżesz dostał skrzydła dopiero wtedy, gdy przestał wierzyć we własną wielkość. - Dawid dostał je po latach ucieczki i upokorzeń. - Piotr, który zarzekał się odwagą, a potem wyparł się Chrystusa przy ogniu jak przestraszony urzędnik własnego sumienia, nie został wyrzucony z historii zbawienia. Przeciwnie. Właśnie z takich ludzi Bóg budował najtrwalsze rzeczy, jakby wiedział coś, czego my ciągle nie rozumiemy; że człowiek pęknięty bywa bardziej pojemny na światło niż człowiek zbudowany wyłącznie z pychy. To dlatego historia wielu wielkich ludzi przypomina bardziej Księgę Hioba niż folder motywacyjny rozdawany na konferencjach biznesowych. - Abraham Lincoln przegrywał wybory, bankrutował, chorował na depresję tak głęboką, że znajomi bali się zostawiać go samego. - Matka Teresa przez lata doświadczała duchowej ciemności, o której pisała w listach z rozdzierającą szczerością. - Nelson Mandela stracił niemal trzydzieści lat życia za kratami, zanim świat zaczął nazywać go symbolem pojednania. - Viktor Frankl, który widział piekło obozów koncentracyjnych, nie wyszedł z nich jako człowiek triumfu, lecz jako ktoś, kto zrozumiał, że człowieka można obedrzeć ze wszystkiego poza ostatnią szczyptą wolności: możliwością wyboru własnej odpowiedzi wobec cierpienia. I może właśnie tam rodzą się skrzydła: nie w momentach, gdy wszystko działa, lecz wtedy, kiedy człowiek nie ma już siły udawać boga własnego życia. *** Świat uwielbia ludzi samowystarczalnych. Budujemy całe kultury wokół iluzji kontroli. A jednak wystarczy telefon od lekarza, odejście ukochanej osoby, zdrada, utrata pracy albo zwyczajna samotność wśród ludzi, by nagle okazało się, że nasze wielkie konstrukcje filozoficzne, niby mocna psychika, są bardziej kruche niż stare altanki działkowe podczas listopadowego wichru. I wtedy niektórzy odkrywają coś paradoksalnego: - że modlitwa nie jest ucieczką ludzi słabych, ale ostatnim językiem człowieka, który przestał już negocjować z rzeczywistością. Steve Jobs powiedział kiedyś, że nie można połączyć kropek patrząc tylko w przyszłość, można je połączyć dopiero patrząc wstecz. (Patrząc - znaczy wyciągać wnioski a nie rozpamiętywać żale). Biblia mówiła o tym dużo wcześniej, tylko innym językiem. Józef sprzedany przez własnych braci nie rozumiał jeszcze, że droga przez niewolę i więzienie prowadzi go do miejsca, w którym ocali tysiące istnień. Ruth, biedna wdowa zbierająca resztki z pola, nie wiedziała, że stanie się częścią rodowodu Dawida i Chrystusa. Maria z Magdali, kobieta z przeszłością wystarczająco ciężką, by religijni perfekcjoniści patrzyli na nią z pogardą, stała się pierwszym świadkiem zmartwychwstania. - Bóg ma osobliwy zwyczaj wybierania ludzi, których świat wcześniej skreślił. Może dlatego tylu z nas, kiedy życie rozbije już ostatnią iluzję niezwyciężoności, zaczyna rozumieć Ewangelię. Nie jako zbiór nakazów, ale jak historię ratowania człowieka, który nie dawał już sobie rady. I niechodzi przecież o tanie pocieszanie. Chrześcijaństwo nigdy nie było religią ludzi, którym wszystko wyszło. Jego centrum stanowi krzyż, czyli narzędzie hańby i porażki. A jednak właśnie z niego wyrasta obietnica, że koniec nie zawsze wygląda tak, jak podpowiadają statystyki, psychiatrzy na YouTube czy zgorzkniali znajomi, którzy dawno przestali wierzyć, że cokolwiek jeszcze może się odmienić. - Czasami skrzydła pojawiają się bardzo cicho. W postaci odwagi, by wstać rano i decyzji, żeby nie odpowiedzieć nienawiścią. W sile potrzebnej do przebaczenia i terapii rozpoczętej po latach uciekania od ludzi i siebie. W wyjściu z uzależnienia, a także w telefonie wykonanym do ojca, z którym nie rozmawiało się od miesięcy. I w zgodzie na to, że człowiek nie musi być doskonały, aby był kochany przez Boga. Orły z proroka Izajasza nie uciekają przed burzą. One wykorzystują jej prądy, aby wznieść się wyżej. I może właśnie dlatego niektóre z najpiękniejszych ludzkich historii zaczynają się od ruin.
Bywają takie chwile, kiedy człowiek siedzi sam;…
Bywają takie chwile, kiedy człowiek siedzi sam; na ławce, w samochodzie zaparkowanym pod domem, w kuchni o czwartej nad ranem albo na brzegu jakiegoś życia, które jeszcze niedawno wydawało się stabilne. I ma wrażenie,…

Komentarze
Nie ma jeszcze opublikowanych komentarzy.
Chcesz dołączyć do rozmowy? Zaloguj się lub załóż konto.