Być może największym kłamstwem duchowości jest obietnica ewakuacji. Ciche zapewnienie, że da się wymknąć z życia bocznym wyjściem, bez dotykania ziemi, bez potu, bez ciała, bez ludzi. A przecież Biblia, ta stara, nieporęczna księga od pierwszych stron robi dokładnie coś odwrotnego: - przygniata nas światem. Bo Bóg nie zaczyna od nieba. Zaczyna od prochu. Od ziemi, która brudzi dłonie. „Ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza dech życia”; i to jest moment kluczowy, często pomijany przez duchowych eskapistów. Proch nie jest przeszkodą. Jest materiałem wyjściowym. Duchowość nie polega więc na porzuceniu ziemi, lecz na zgodzie, że jesteśmy zrobieni z czegoś kruchego, ciężkiego, śmiertelnego. I że właśnie w tym ma zamieszkać oddech Boga. Mógłbym napisać tu o zwyczajnym człowieku, który stoi w kolejce, z zakupami w ręku, i nagle… po prostu… robi coś przyzwoitego. Duchowość w tej wersji nie objawia się w wizjach, lecz w mikrodecyzjach: nie oddać zła za zło, nie zdeptać słabszego, nie uciec, gdy można zostać. To jest Ewangelia przeżywana na poziomie nerwów, nie sloganów. Jezus też nie proponuje ucieczki. Wręcz przeciwnie, wciela się. Wchodzi w ciało, w historię, w politykę, w brudne relacje. Płacze nad grobem przyjaciela. Je chleb. Dotyka trędowatego. I kiedy mówi: „Królestwo Boże jest pośród was”, nie wskazuje na chmury, tylko na ludzi stojących obok. Na ziemię pod stopami. ***  Najpiękniejsza poezja biblijna nie jest hymnem o oderwaniu, lecz pieśnią o zanurzeniu. Psalmy krzyczą z głębi, nie z wysokości. Kohelet waży życie jak kamień w dłoni i mówi bez złudzeń: to jest kruche, to boli, to przemija. A jednak nie mówi: uciekaj. Mówi: - jedz swój chleb, pij swoje wino, kochaj, póki możesz. To jest duchowość bez anestetyku. Mistyk, który naprawdę zszedł głęboko, nie lewituje. On umie siedzieć przy łóżku chorego. Umie być w konflikcie bez ucieczki w pobożne frazesy. Umie powiedzieć „nie wiem”, nie tracąc wiary. Jak w najlepszych strofach poezji: - sens nie krzyczy, sens się odsłania powoli, w rytmie oddechu. Duchowość nie polega więc na tym, by wzlecieć ponad życie, lecz by je udźwignąć. Z miłością, z uważnością, z bólem, który nie zostaje wyretuszowany. To jest droga wcielenia, nie ewakuacji. Droga Boga, który nie zabrał nas z ziemi, lecz postanowił na niej zamieszkać. I może właśnie dlatego to życie, to konkretne, niedoskonałe, czasem nieznośne - jest jedynym miejscem, w którym duchowość ma sens. Nie dlatego, że jest łatwe. Ale dlatego, że jest prawdziwe. Dar słodki i gorzki. Ofiarowany z miłości.
Być może największym kłamstwem duchowości jest obietnica…
Być może największym kłamstwem duchowości jest obietnica ewakuacji. Ciche zapewnienie, że da się wymknąć z życia bocznym wyjściem, bez dotykania ziemi, bez potu, bez ciała, bez ludzi. A przecież Biblia, ta stara,…

Komentarze
Nie ma jeszcze opublikowanych komentarzy.
Chcesz dołączyć do rozmowy? Zaloguj się lub załóż konto.