Boże Narodzenie zaczyna się dużo wcześniej niż w Betlejem. Właściwie zaczyna się gdzieś w tych miejscach, gdzie człowiek mówi sobie: „Nie mam już siły”. Biblia nie ukrywa, że większość wielkich wydarzeń zaczynała się w ukryciu: bez planu, bez pieniędzy, bez odpowiednich ludzi. A jednak coś przychodziło. Pierwszym zwiastunem Bożego Narodzenia jest obietnica dana w Edenie. Nie była to jeszcze Ewangelia, raczej szept: - „Potomstwo niewiasty zmiażdży głowę węża”. Później prorocy: zmęczeni światem jak niewyspani rodzice dodawali detale: że przyjdzie Emmanuel, że pokój będzie miał twarz dziecka. W apokryfach, jak Protoewangelia Jakuba, historia schodzi jeszcze niżej; do losu młodej dziewczyny imieniem Miriam, oddanej do Świątyni jak ktoś, kto miał przynosić światło, choć jej życie wcale nie wyglądało na jasne. I to jest ważne: - przyszłość nie zaczyna się tam, gdzie wszystko jest gotowe, tylko tam, gdzie człowiek drży. *** Z historii wiemy, że Betlejem w I wieku nie było miejscem godnym pocztówki: kilka domów z kamienia, groty używane jako stajnie, spis ludności ogłoszony przez cesarza, który bardziej niż ludzi kochał własne rejestry. Józef i Maria nie wyglądają tu na bohaterów, raczej na parę, która utknęła w kosmicznym zamówieniu złożonym przez anioła. W źródłach rzymskich i żydowskich znajdują się wzmianki o spisach, o Herodzie z obsesją na punkcie władzy, o ruchach wędrownych proroków. Historycy mówią: tak, to wszystko mieści się w realiach tamtego czasu. Apokryfy dodają obrazy jak z filmu kręconego jednym ujęciem: gwiazda, która porusza się niżej niż powinna; cicha położna imieniem Salome; jaskinia, która zamiast mroku wypełnia się ciepłem, choć nikt nie rozpalił ognia. Człowiek robi, co może, a Bóg robi resztę, przeciągając nitkę sensu przez najbardziej pogiętą tkaninę ludzkiego życia. *** To największy skandal duchowy: Wszechmocny pojawia się jako ktoś, kto nie umie nawet utrzymać głowy. Zamiast pięciogwiazdkowego hotelu zimna noc, prowizoryczne posłanie i dwoje ludzi, którzy pewnie zapomnieli już, jak wygląda sen bez lęku. Boże Narodzenie nie mówi: „Bóg jest wielki”. Ono mówi coś ważniejszego: - Bóg jest blisko. Nawet tak blisko, że można Go skrzywdzić. *** Pasterze… ludzie z marginesu, cisi, niewygodni społecznie. Mędrcy - elita intelektualna, podróżnicy, poszukiwacze sensu. Jedni i drudzy przyszli. To jak echo prawdy, którą dziś wyraża psychologia: człowiek w potrzebie i człowiek w przesycie tęsknią dokładnie tak samo. I Bóg nie wyśmiewa żadnego z nich. Faktograficznie: chodzi o narodziny historycznej postaci Jezusa z Nazaretu w konkretnych warunkach politycznych i kulturowych. W realnym miejscu, które naprawdę istnieje. Duchowo: narodziny czegoś, co działa jak cichy reset w duszy człowieka: - nadziei, że nie jesteśmy sami; że Bóg przychodzi w najbardziej niewygodnych momentach, w bałaganie, nie czekając, aż posprzątamy. *** Boże Narodzenie jest historią o Tym, który wchodzi do pokoju, gdzie wszystko leży w rozsypce, rozkłada ręce i mówi: - Hej, damy radę. I może o to chodzi najbardziej Nie o prezenty, nie o grudniową histerię zakupową, nie o idealne zdjęcie przy choince. Chodzi o to, że Bóg nie jest daleką melodią, tylko kimś, kto przyszedł bardzo blisko. Tak blisko, że jeśli chcesz, możesz Mu powiedzieć wszystko. Nawet to, czego nie chcesz słyszeć od siebie samego. *** A może Boże Narodzenie zaczyna się dopiero wtedy, kiedy człowiek przestaje udawać, że wszystko ma pod kontrolą? Kiedy w domu nagle robi się cicho, nie ta cichość bolesna, po kłótni, tylko ta druga, gdzie człowiek siedzi chwilę dłużej przy zgaszonym świetle i nagle czuje, że ktoś też tu jest. Może o to chodziło w tej nocy w Betlejem: - żeby pokazać nam, że Bóg nie przychodzi na scenę z przygotowanym przemówieniem, tylko wchodzi bocznymi drzwiami, jak przyjaciel, który nie chce robić zamieszania. I w tej ciszy, takiej, w której słyszysz własne serce oraz zimowy wiatr za oknem, nagle przychodzi świadomość, że to wszystko naprawdę miało sens: - że obietnica z Edenu nie była bajką, że prorocy nie mówili do pustki, że Miriam nie dźwigała tego sama. *** Boże Narodzenie jest jak oddech między zdaniami, w którym Bóg mówi: - Nie jesteś porzucony. Nigdy nie byłeś. Nie dlatego, że jesteś perfekcyjny. Nie dlatego, że zasługujesz. Ale dlatego, że On naprawdę chciał tu być. I może właśnie dlatego w tę jedną noc światło zapala się w miejscach, które przez cały rok były puste. - Może dlatego ludzie są w stanie zadzwonić do kogoś, z kim nie rozmawiali od miesięcy. - Może dlatego serce robi się trochę bardziej miękkie. Bo jeśli Bóg mógł przyjść w stajni, to znaczy, że może przyjść też do człowieka, który sam nie wie, gdzie się zgubił. I wtedy Boże Narodzenie nie jest już świętem. Jest powrotem. I pierwszym spokojnym oddechem od bardzo dawna.
Boże Narodzenie zaczyna się dużo wcześniej niż…
Boże Narodzenie zaczyna się dużo wcześniej niż w Betlejem. Właściwie zaczyna się gdzieś w tych miejscach, gdzie człowiek mówi sobie: „Nie mam już siły”. Biblia nie ukrywa, że większość wielkich wydarzeń zaczynała się w…

Komentarze
Nie ma jeszcze opublikowanych komentarzy.
Chcesz dołączyć do rozmowy? Zaloguj się lub załóż konto.