„Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” (Ps 22,2; Mt 27,46). To zdanie wypowiada Jezus. Nie człowiek, który stracił wiarę. Syn. Czasem wiara wygląda właśnie tak. Zamyka się w pytaniu. Milczenie Boga nie musi oznaczać braku obecności Boga. Często oznacza brak odczuwania Jego obecności. A to nie jest to samo. Hiob mówi: „Wołam do Ciebie, a Ty nie odpowiadasz” (Hi 30,20). A jednak nie przestaje mówić. To ważne. Woła nawet wtedy, gdy nie słyszy odpowiedzi. W codzienności milczenie boli w prosty sposób. Modlisz się o kogoś i nic się nie zmienia. Prosisz o światło przy podejmowaniu decyzji i nadal nie wiesz, co robić. Czekasz na ulgę a przychodzi tylko zmęczenie. Psalm 13 zaczyna się pytaniem: „Dokąd, Panie?”. To krótkie, ludzkie. Proste, konkretne pytanie. Wiara nie polega na tym, że zawsze jesteś w skowronkach. Czasem polega na tym, że trwasz choć nie czujesz nic. Jesteś wyjałowiony z emocji, ale trwasz w relacji. Przeczekujesz. Jezus w Ogrójcu modli się: „Ojcze, jeśli to możliwe…” (Mt 26,39). Prośba jest szczera. Nie skrywa lęku i słabości. Choć nie ma tu odpowiedzi, jest obecność. Milczenie to nie zawsze oznaka obojętności. Dziecko, które zasypia w ramionach ojca, nie słyszy słów. A jednak jest bezpieczne. Wielki Post przypomina, że relacja nie kończy się wtedy, gdy przestaje być fontanną ciepłych emocji. Dojrzałość zaczyna się tam, gdzie nie trzeba nieustannego potwierdzania. Może Bóg jest bliżej, niż myślisz? Nawet, jeśli w tym momencie nic nie mówi?