Bądź siewcą dobra - powiedziała mu stara kobieta na przystanku, wyciągając z torebki suchą kanapkę, którą właśnie miała zjeść na obiad. - Dobro zawsze powraca. Jak bumerang. - A jeśli nie wróci? - zapytał. - To znaczy, że po drodze trafiło na kogoś, kto go naprawdę potrzebował - mrugnęła. Nie wiedział wtedy, że kobieta nie była ani prorokinią, ani aniołem przebranym za staruszkę (co byłoby dość typowe w jego życiu, pełnym metafor z kiepskiej przypowieści), tylko byłą księgową z urzędu gminy. Ale jej słowa coś w nim zasiały. I zaczął siać dobro. Małe porcje: przepuszczenie w kolejce, sms „nie martw się, damy radę”, oddanie parasola bezdomnemu (choć potem lało mu się do majtek). Z początku czuł się głupio, jakby rozdawał ciasteczka z przeterminowaną empatią. Ale coś się zaczęło dziać. Raz ktoś przytrzymał mu drzwi. Innym razem kasjerka się uśmiechnęła naprawdę (nie służbowo). A potem - ktoś zostawił mu na wycieraczce ciasto marchewkowe. Z orzechami. I bilecik: „Dzięki, że jesteś”. Niestety, nie przestał też siać złych rzeczy. Takich niepozornych ale szkodliwych, jak: - przewrócenie oczami, gdy ktoś płakał w autobusie; - wyśmianie kolegi z kościoła, który zająknął się przy kazaniu; - wyłączenie telefonu, bo nie miał siły rozmawiać z matką. I to też wracało. Czasem w formie braku. Czasem w formie samotności. Bo zło, to też nasienie, też kiełkuje. I niestety, ma lepsze ukorzenienie w glebie obojętności. *** Bądź siewcą dobra. Ale pamiętaj - to nie jest jak sianie w grze komputerowej, gdzie rośnie ci tylko to, co klikniesz. To życie. A gleba pamięta wszystko. Także to, czego nie chciałeś siać. *** “Nie łudźcie się: Bóg nie dozwala z siebie szydzić. Co człowiek sieje, to i żąć będzie. Kto sieje dla swojego ego, zbierze zniszczenie; kto sieje dla Ducha, zbierze życie wieczne.” (Gal 6,7–8, przekład ekumeniczny)… I zaraz potem (werset 9-10), niemal jak notka na lodówce z przypomnieniem: “A czynić dobro nie ustawajmy, bo w swoim czasie zbierzemy plon, jeśli się nie zniechęcimy. A zatem, dopóki mamy czas, czyńmy dobrze wszystkim, zwłaszcza naszym bliskim w wierze.” *** Modlitwa siewcy (który czasem sam nie wie, co sieje) Boże, Ty, który widzisz każdą myśl, zanim zakiełkuje,każde słowo, zanim je wypowiem, i każdy gest, zanim stanie się cieniem w czyimś życiu - pomóż mi siać dobro. Nie zawsze wiem, co robię. Czasem daję parasol, a czasem cień. Czasem uśmiecham się z serca, a czasem z automatu - żeby mieć to z głowy. Ty wiesz, co to ziarno, a co tylko plewa. Pomóż mi rozpoznawać te chwile, kiedy zniecierpliwienie staje się raną, a milczenie - wyrzutem. Daj mi łaskę cierpliwości, żebym nie zrezygnował z siania dobra, nawet wtedy, gdy nie widzę plonów. I spraw, proszę, żeby zło, które zasiałem niechcący, nie rozrosło się bardziej, niż jestem w stanie naprawić. A jeśli już -to daj mi odwagę przeprosić i zadośćuczynić. I umiejętność podlewania miłością, zamiast dumą. Boże, Ty jesteś Ogrodnikiem. A ja… jestem Twoją działką. Przekop mnie, jeśli trzeba. (Ale mnie nie skop choć czasem zasługuję). Zrób porządek w grządkach. I przypomnij mi, że jeszcze jest czas. Na życie. Na zmianę. Na plon. Amen.