„A ogrom katedry zdawał się dosięgać właśnie samej granicy tego, co człowiek jeszcze znieść może…” - pisał Kafka w Procesie, stojąc w praskiej katedrze. Każdy, kto próbował unieść swoje życie, wie, o czym mówi. Bo katedra nie zawsze jest z kamienia. - Czasem katedrą jest własne mieszkanie, gdzie milczenie ciąży bardziej niż sufit. - Czasem katedrą jest ciało, które już nie chce współpracować, a mimo to musisz iść do pracy. - Czasem katedrą jest serce, które pęka po raz setny, a mimo to bije. Kafka wiedział, że człowiek dociera do granicy. Że istnieje próg, za którym jest tylko pustka. I właśnie tam wchodzą słowa proroka: „Gdy moja świątynia będzie wśród nich na wieki, narody poznają, że Ja jestem Panem, który uświęca Izraela.” (Ez 37,28) Granica, której już nie można przekroczyć, staje się miejscem spotkania. Bo świątynia Boga zaczyna się tam, gdzie kończą się nasze siły. Biblia nie mówi: „Świątynia będzie w Rzymie” albo „w Jerozolimie”. Mówi: „wśród was”. - To znaczy; w tramwaju o siódmej rano, gdy ktoś ustąpi miejsca, choć sam ledwo stoi. - To znaczy; w kolejce do piekarni, gdzie starsza kobieta podaje ci drobne, bo brakuje ci złotówki do chleba. - To znaczy; przy kuchennym stole, kiedy matka myje naczynia, a dziecko opowiada, że w szkole nikt się z nim nie bawił, i ona tylko ściska mocniej talerz, żeby się nie rozpłakać. Świątynia nie jest odległą wieżą, do której trzeba pielgrzymować. Ona rośnie w samym środku zwyczajności. Tam, gdzie człowiek się nie spodziewa; w reklamówce z zakupami, w szumie czajnika, w spojrzeniu obcego, który się uśmiecha. I choć Kafka miał rację, bo katedra może być granicą wytrzymałości, to Biblia odpowiada: właśnie tam, w pęknięciu codzienności, Pan mówi: „Ja jestem”. *** Szukajcie tego, co w górze. Ale nie po to, żeby uciec od życia. Patrzcie w górę, by zobaczyć, że Bóg jest obecny również w dole, w ścierce do naczyń, w bilecie tramwajowym, w drżących rękach, które stawiają kubek kawy na parapecie. Moja świątynia nie jest z marmuru. Moja świątynia jest wtedy, gdy ktoś powie: „dam radę za ciebie”. - Jest wtedy, gdy w ciemnym pokoju zapala się lampka nocna i nagle cisza przestaje być groźna. - Jest wtedy, gdy słowo „kocham” brzmi jak ocalenie, a milczenie… jak modlitwa. I rozumiem wtedy, że świątynia naprawdę jest „wśród nas na wieki”. Nie zniknie. Bo Bóg nie mieszka w oddali. On mieszka w granicy. W miejscu, gdzie my kończymy, a On zaczyna.
„A ogrom katedry zdawał się dosięgać właśnie…
„A ogrom katedry zdawał się dosięgać właśnie samej granicy tego, co człowiek jeszcze znieść może…” - pisał Kafka w Procesie, stojąc w praskiej katedrze. Każdy, kto próbował unieść swoje życie, wie, o czym mówi. Bo…

Komentarze
Nie ma jeszcze opublikowanych komentarzy.
Chcesz dołączyć do rozmowy? Zaloguj się lub załóż konto.